Człowiek w podróży

12-04-2013, 09:00
Kategoria: 

Człowiek w podróży

Nie znam Jacka Boneckiego z dokonań innych niż filmowe i fotograficzne. Nie wiem jaki jest prywatnie – sentymentalny i cichy czy energetycznie szalony, poukładany czy chaotyczny. Powiem tylko tyle, że dawno już nie miałem w rękach książki, z której przebija tak gorąca, twórcza pasja. Aż mnie zazdrość zżera!

Fot. Okladka_ksiazki

„Fotograf w podróży” Boneckiego to album fotograficzny i impulsowo kupiłem go właściwie tylko po to, by obejrzeć i doczytać – jaka przysłona, jaka ogniskowa, jaki czas. Podejrzeć mistrza! Tym się, między innymi, kieruję, kolekcjonując jeden po drugim albumy o fotografii i z fotografiami. Treści tych książek z reguły mają mniejsze znaczenie, często napisano je technicznym językiem, z myślą o wtajemniczonych, a częściej są formą instruktażu dla fotoamatorów. Ja czytam je – oglądając ujęcia. Podziwiam, szukam inspiracji, boleję nad własnymi ułomnościami i zagryzając wargi, mówię sobie: też takie zrobię! Kiedyś…

Tu było prawie podobnie, choć „prawie” w wydaniu Jacka Boneckiego robi naprawdę wielką różnicę. Pierwsza uwaga po lekturze książki odnieść się powinna do pasji, z którą została napisana. Widać ją nie tylko w zdjęciach, bo to byłoby oczywiste, ale widać przede wszystkim w samych tekstach! Bonecki świetnie pisze. Jasno, sympatycznie, zrozumiałym językiem – nawet gdy odnosi się do technicznych szczegółów.

Najbardziej mnie ujmuje realizm jego opisów. Oddaje sytuację malując ją obiektywem aparatu i piórem (ki czort – kto dziś pisze teksty piórem? – ale załóżmy, że to metaforyczne ujęcie klawiatury…), oddaje nam nie tylko szczegóły scen, ale i własne emocje, zachowania, frustracje czy wyzwania, którym chce sprostać. Żyje tym, co robi: to widać, słychać, czuć.

Czy można podporządkować własne życie fotograficznej pasji? Można. Czy można tworzyć, bawiąc się jednocześnie, ciesząc każdą chwilą? Można. Czy można uczynić ze sztuki fotografii – sztukę życia? Można!

Fot. Bonecki_2

Za zgodą Autora publikuję kilka jego fotografii, które w wielkim dorobku Boneckiego zagadały do mnie najmocniej. To dziecko pośród gołębi jest jednym z nich. Z podobnym zachwytem oceniam fotografię tytułową – Holy baba z Nepalu palący fajkę i pokonujący siłę grawitacji po każdym głębokim zaciągnięciu…

Z taką samą radością przyglądam się także temu ujęciu:

Fot. Bonecki_4

Kompozycja, kolorystyka, spłaszczenie perspektywy, które sprawia, że dom zlewa się z tłem… Obejrzawszy – aż chwyciłem za aparat, z myślą… co by tu… gdzie by tu… i dlaczego nie wychodzi mi tak samo dobrze…? Świetne są także jego portrety, zarówno te, które zamieścił w książce – wiking z Wolina – jak starszy o kilka ładnych lat kobiecy portret:

Fot. Bonecki_5

Fot. Fotografia_portretowa

Z kolei poniższa fotografia zrobiona została… zza kierownicy samochodu, w rumuńskich Karpatach. To kolejny dowód, że zdjęcia robi człowiek, nie aparat, że każdy, nawet banalny temat można pokazać w zjawiskowy sposób. Urzekło mnie to ujęcie, choć dalibóg fotografie stad owiec widziałem pewnie kilkaset razy. Ale może to ta Transylwania tak działa? A może umieszczony obok fotografii, rozgrzewający emocjami opis?

Fot. Bonecki_3

Jedną z pasji Boneckiego stało się również fotografowanie rajdu Dakar. Robi to od dziesięciu lat. Jego najnowszą wystawę fotograficzną z tegorocznego rajdu można obejrzeć od 12 do 14 kwietnia w Galerii Krakowskiej. Znajdą się na niej także te zdjęcia:

Fot. Dakar1

Fot. Dakar2

Fot. Dakar3

TU PACZ! Jacek Bonecki wydał bardzo dobry album. Nie tylko dlatego, że pod patronatem National Geographic trudno wydać inne; przede wszystkim z powodu własnej determinacji, chęci poszukiwania, twórczej umiejętności pokazywania ulotnych chwil i wrażeń.

Często tu piszę recenzje z książek literackich, mówiąc – musisz mieć, koniecznie przeczytaj, to trzeba postawić na swojej półce… Boneckiego polecam nie tylko entuzjastom fotografii. Polecam go wrażliwcom, którzy sami poszukują własnej drogi – wraz z przesłaniem, które niesie ta książka: tylko pasja tworzy prawdziwe dzieła.

Sam sobie wziąłem to zdanie do serca: marzy mi się podobna książka, z bliskiej podróży nad Bug, widziany z obu stron granicy, dokumentowany kilometr po kilometrze… Może się uda?  

A tutaj jeszcze Jacek Bonecki w całej swojej pustynnej krasie:

Fot. Bonecki

Tagi: 
Do góry