Czesław Śpiewa i Gotuje, czyli Pausa Mozila przy Ząbkowskiej

11-04-2013, 09:00
Kategoria: 

Czesław Śpiewa i Gotuje, czyli Pausa Mozila przy Ząbkowskiej

Uspokajam: tytułowa fotografia nie pochodzi z trattorii Czesława Mozila na warszawskiej Pradze, została podwędzona z jego konta na Facebooku. Wnętrze Pausy Włoskiej prezentuje się bardziej okazale. Jak tam jest? Oto relacja.

Wzorem wielu artystów Czesław Mozil otworzył własną knajpę w stolicy i jeśli coś mi się w tej decyzji  podoba, to fakt, że nie uczynił tego z udziałem telewizji śniadaniowych całego świata oraz wszystkich innych pudelków i „Gali”, lecz skromnie, po cichu, bez rozgłosu. To ważne, bo jego knajpa nie ma nic wspólnego z artystowskim blichtrem i chciałoby się, aby taką pozostała do końca.

Skromność jest też ważna dlatego, że Czesław otworzył restaurację przy Ząbkowskiej, ulicy z charakterem, gdzie nikt nie podskakuje, gdzie ferajna lubi równych gości i gdzie chodzi o to, by być sobą, a nie tworzyć kreację z medialną aureolą dookoła głowy. Szeptany marketing jest w tym przypadku najskuteczniejszy.

Fot. Pausa_lokal

Fot. Pausa_detale

Knajpkę otwarto w miniony piątek, ja wpadłem na Ząbkowską wczoraj. Faaaajnie jest! Zwyczajnie. Nie tak samo bezpretensjonalnie, jak w STO900, bo tu do gołych cegieł dobrano skromne, ale eleganckie meble i na szczęście dwa niewielkie segmenty jednej sali pozbawione są jakichkolwiek innych zbędnych gadżetów.

Nic, tylko prostota i tylko czysty smak. I tak trzymać.

Zdałem się na jedną z przesympatycznych kelnerek, prosząc, by pomogła mi w wyborze dań. Menu jest skromne, mieści się na obu stronach jednej kartki papieru, ale to wyłącznie zaleta, nie wada. Oferta będzie zmieniała się co trzy tygodnie. W kuchni cieszy oko tradycyjny, opalany drewnem piec do pizzy i dwóch obrotnych kucharzy. Ich dzieło opiszę za moment, rządzą w królestwie, które wygląda tak:

Fot. Pausa_bar

Kuchnia Czesława Mozila serwuje proste włoskie dania. Genialne jest to, że mamy do wyboru zaledwie cztery rodzaje pizzy, jak na odległej włoskiej prowincji, to dobry kierunek. Trzeba robić kilka dań, ale w popisowy sposób!

Fot. Pausa_menu

Kobieca podpowiedź skazała mnie na toskańską zupę z pomidorów i od razu mówię: żądam takich wyroków w każdej włoskiej knajpie Warszawy! Zupa niby pozorna, gęsta raczej jak gulasz niż krem, co spowodowane jest wykorzystaniem do jej przyrządzenia ciabatty w proporcji: jeden chlebek na jeden garnek zupy. I sporo dobrej oliwy, dużo bazylii, serca! Efekt jest niezwykły, mnie zapachniało młodością, domem, świeżością. To podobno popisowy numer Pausy. Potwierdzam – trzeba do nich wpadać na toskańską zupę!

Fot. Pausa_zarcie_kolaz

Wcześniej była sałatka z mozzarellą: bardzo prosta, efektowna i delikatna, a później – później miały być conchigniolli alla norma, czyli duże muszle makaronu z sycylijskim sosem z bakłażanów, pomidorów, ricotty i bazylii. Miały być, ale było makaron penne, co odebrało potrawie sporą uroku. Kto jadł prawdziwe włoskie muszle makaronu, ten wie, dlaczego rozpaczam… ;-) Usłyszałem jednak, że to wszystko z troski o klienta: penne gotuje się krócej, goście krócej czekają. OK, zgoda, choć… co muszle, to muszle.

Jakie to było? Subtelne. Dziewczęce, powiedziałbym. Może warto poćwiczyć szerszy zestaw ziół, pójść nieco odważniej, ale i tak smak jest naprawdę wyborny.

Są też sałaty, zestawy włoskich wędlin, sery, ryby i słodkości, ale nie dałem się skusić: sam siebie namówiłem na jedną krachlę Grolscha – to kolejne pozytywne zdziwienie. Grolsch w staromodnych butelkach z ceramicznym zamknięciem (w Galicji mówi się na takie: krachla), w bardzo dobrej, profesjonalnej temperaturze – to jest dobry wybór. Dostrzegłem sporo leżakujących butelek wina, ale jakoś tak… tym razem nie było po włosku i nie żałuję! Może, gdybym od razu dostał kartę win, byłoby mi łatwiej podjąć decyzję? Ale to drobiazg.

TU PACZ! Czesław Mozil otworzył bardzo udaną trattorię, Ząbkowska zyskała kolejny powód, by ją pokochać. Jest w pobliżu kilka ciekawych miejscówek, choćby położona naprzeciw restauracja W Oparach Absurdu – ale to zupełnie inna kuchnia i inny klimat, więc konkurencji sobie nawzajem nie zrobią.

Jestem pod wrażeniem zwyczajności Pausy. Tak jak w prawdziwie włoskich (nie nastawionych na ruch turystyczny) knajpach, do których przychodzi się pod wieczór, by zjeść i pobiesiadować, tak i tu jest po prostu normalnie. Bezproblemowo. Siedzisz, jesz, gadasz, popijasz wino, oddychasz pełną piersią. Czyż nie do tego służy dobra knajpa?

Na koniec widok z okna Pausy… Nooo, niby nic ciekawego, ale to Ząbkowska, ginący świat starej Pragi, zabudowywany nowoczesnym dziadostwem…

Fot. Pausa_widok

Do góry