Czekolada jak narkotyk

08-04-2013, 09:00
Kategoria: 

Czekolada jak narkotyk

Jeśli jest poniedziałek i godzina 10.00, to wiedz, że siedzę w głębokim fotelu i piję czekoladę. Uwielbiam gorącą czekoladę, a zwłaszcza tę podawaną w pijalniach Wedla. To jedna z tych pokus, które mają nieludzką moc przyciągania. Jak już zasmakujesz, nie przestaniesz.

Czy jest sens, żebym opisywał wartości, które kryje czekolada? Sód, potas, wapń, magnez, fosfor, żelazo, cynk, miedź, mangan, fluor, do tego masa witamin od A do E, do tego smak, wpływ na samopoczucie…  Świetnie działa na chandrę, zły dzień, zły humor, złego szefa, na samo zło. Dużo więcej na ten temat znajdziesz tutaj, u Zdrowo Odchudzonych. Ale oni są pojechani, bo traktują czekoladę jak lekarstwo, dodają ją do różnych tam kiwi, bananów czy kotletów schabowych – a ja ją pijam dla przyjemności. No, zgoda, dla zdrowia trochę też.

Jedna filiżanka dziennie. Piję całkiem gorzką, bez żadnych dodatków, ponieważ jest najbardziej wszystkomająca, ale co pewien czas kusi mnie deserowa z wiśniami – stawiam na nią, wcześniej przećwiczywszy u Wedla praktycznie wszystkie smaki. Nie potrafię jakoś przekonać się do białej, może ma za dużo słodyczy? Nie pozwalam sobie natomiast na żadne dodatki w postaci gałki lodów, ciastek czy innych pieszczot dla podniebienia: wtedy gasisz cały sens używania czekolady.

Ona ma nieść pożytek, a nie puste kalorie!

Ale jeden z moich przyjaciół do gorzkiej czekolady dokupuje kilka kulek… gorzkiej czekolady i to jest dopiero hardcore! Inny jedzie po bandzie i po czekoladzie dobija się podwójną espresso, czego sam  już bym nie zdzierżył. Za dużo mocy…

TU PACZ! Co mi daje gorąca czekolada? Dziwnie fajny zastrzyk energii. Pobudza myślenie: w Złotych Tarasach, gdzie w pijalni podają najlepszą wedlowską czekoladę (sprawdziłem!), zrodziło się przy czekoladzie wiele świetnych pomysłów. I uwierzysz lub nie, ta moja fascynacja trwa dopiero od roku, wtedy to zagorzały miłośnik czekolady z Radomia (tam mieszkają nie tylko chytre baby…) zaproponował mi dwie gorące gorzkie czekolady, lufa za lufą, na bardzo zły, chorobowy nastrój. Przeszło! I od tej pory działa.

Oczywiście, nie ma powodu, by biec natychmiast do galerii handlowych – zrób sobie taką ucztę we własnym domu. Warunek jest jeden: prawdziwa, gorzka czekolada o zawartości kakao co najmniej 75-90 procent. Hardcorowcy lubią wszystko co ma powyżej 90 procent, ale jeśli nie chcesz się zrazić, zacznij od najniższego poziomu… rozpuść kilka kostek, co chyba nie jest trudne, ale nie doprowadzaj do zbyt wysokiej temperatury… przelej do filiżanki… usiądź wygodnie w fotelu… zmruż oczy…

Bajkowo. Świat po gorącej czekoladzie nigdy już nie będzie taki sam. Będzie lepszy. Jest lepszy!

Jeśli więc jest dziesiąta rano i jest poniedziałek, to widzimy się na czekoladzie. Wpadniesz?

Fot. fanpop.com

Do góry