Zmień status: zalajkuj swoją lodówkę!

14-03-2013, 09:00
Kategoria: 

Zmień status: zalajkuj swoją lodówkę!

Porządny bloger ma ego rozdęte stąd aż do nieskończoności, więc jeśli mam być porządnym blogerem, powinienem częściej pisać o sobie. No… że obudziłem… zrobiłem sobie kawę… potem jogging… Na Twitterze jest pełno takich. Ledwie wstali, a już piszą: 10 kilometrów biegu… teraz kąpiel… i kawusia. Potem fejsbukowa aplikacja powiadamia, gdzie jedzą śniadanie, a jeszcze potem wstawiają na swoim wallu zdjęcie nadgryzionego rogalika i piszą: TO JADŁEM – i zdobywają milion lajków, z komentarzem: „niesamowite” i: „jak ci zazdroszczę!”. Mam robić tak samo?

NIE! Nie jestem zwierzęciem stadnym, niestety. I nazbyt szeroko otwartym na ludzi też nie. Wolę pozycję  stojącego z boku obserwatora zjawisk ulotnych, który nie afiszuje się z własnymi sukcesami, kompleksami, fobiami i radościami. Dziś może powinienem napisać o wczorajszym papieżu i wczorajszej czekoladzie u Wedla, która była jakaś taka nadzwyczaj dobra, choć skrajnie gorzka: jakby ta zima pieprzona poprzez czekoladę chciała mi dać odrobinę radości.

Śpiąc trzy-cztery godziny na dobę nie można mieć dostatecznej frajdy z życia, choć zdawać by się mogło, że właśnie dzięki takiemu długiemu obcowaniu z życiem, ma człowiek życiowej satysfakcji więcej niż inni.

Ale nocne programy w radiu dobijają pustą muzyką i pustosłowiem, nocna telewizja gwałci mi intelekt, książka taranuje oczy, Internet rozwala mózg, miesięcznik nudzi, tabletka nie wystarcza, pościel zbyt gorąca, na dworze zadyma, wyć się chce, a żyć trzeba. Wypada.

Odsłuchałem przez minioną noc wszystkie stare nagrania Cohena i wszystkich artystów, którzy usiłowali je odśpiewać, zgłaszając zachwyt jedynie przy Anthonym i mówiąc do siebie, że jednak stary mnich jest nie do pokonania. I przyszła do mnie taka myśl namolna, gdy słyszałem w tle non-stop nieodległe, ciągłe, systematyczne mruczenie:

Chciałbym być lodówką w moim domu.

To ona tak mruczy! Czy jest jej źle? Zadbana. Pusta. Grzeje i chłodzi jednocześnie: problem gorącej pościeli odpada, bo zawsze może sobie włączyć chłodzenie. Stoi i nic. Nie musi, nie oczekuje, nie proponuje, nie odpowiada za nic, a tylko ją słychać, gdy mruczy pod nosem. Może cierpieć jedynie na brak zainteresowania: ilu blogerów pochyla się nad jej losem, jak wielu pyta – co u ciebie, czym żyjesz ostatnio, nad czym pani obecnie pracuje?

Nad karkówką, mrożę schab…

Cicha, spokojna, stonowana, nie narzuca się, nie kosztuje wiele, a jednak czuje się potrzebna: nie będziesz miał innych lodówek przede mną!

I jeszcze o niej piszę! Czytaliście kiedyś blogi i wpisy na Fejsie o domowych lodówkach? O fotelach ugniatanych przez ciężkie dupska? O stołach, które robią za biurka i o lampach, w których dawno trzeba by wymienić żarówkę, choć bez żarówki też im do twarzy? O przedmiotach najzwyklejszych, o najprostszych?

Nikt o tym nie pisze, bo to banał, codzienność, proste przedmioty nie na sprzedaż mało kogo interesują.

Więc dlaczego interesuje rogalik zjadany w kawiarni za rogiem? Dlaczego podajemy adres pierogarni, w której wpieprzamy właśnie najzwyklejsze w świecie ruskie pierogi? Dlaczego wrzucamy do publicznej wiadomości te tony informacyjnego śmiecia o prozaicznych czynnościach, które nam towarzyszą, a nie idziemy głębiej, dalej?

Rogalik ma lajka, lodówka nie. Nie ma na Fejsie zgłoszeń, typu: otworzyłem lodówkę!

Niesamowite! Chciałbym być na twoim miejscu! Jak ja ci zazdroszczę! Lubię to i udostępnię innym: Jachoo zmienił swój status, otworzył lodówkę!

To nie jest czynność na pokaz. A pokazujemy tylko te czynności, które są na pokaz, którymi wypada się pochwalić. Więc ja, dzisiaj, chwalę się lodówką. Która mruczy w każdej przerwie między utworami Cohena.

TU PACZ! A to zdjęcie czołowe cię nie zastanawia, nie intryguje? Bo mnie podniosło z fotela odmiennym sposobem prezentowania modelki, Ilony Felicjańskiej, zwykle pokazywanej w całkowicie odmiennych stanach emocjonalnych. Przy najbliższej okazji powrócę do projektanta stroju – nazywa się Grzegorz Kaszubski – ale muszę mieć nastrój sprzyjający czemuś więcej niż kontemplacja lodówki.

Wolałbym widzieć na Twitterowo-Facebookowych profilach moich przyjaciół i znajomych takie właśnie zgłoszenia: jestem pod wrażeniem… obudziłem się rano i przyjrzałem się bliżej obrazowi, który udostępniam… zachwyciłem się zdjęciem… uwielbiam ten projekt…

Ale to się chyba słabo lajkuje.

Więc na dobry początek dnia, zamiast nadgryzionego rogalika, kilka szalonych pomysłów Kaszubskiego. To lubię!

GK_1

GK_3

GK_4

Fotografie:  Jil La Monaca, Hubert Gostomski, Jola Skóra

Do góry