Wierny jak gęsior, czyli o kobietach, gęsiowisku i przyjemnościach życia

08-03-2013, 09:10
Kategoria: 

Wierny jak gęsior, czyli o kobietach, gęsiowisku i przyjemnościach życia

Dziś będzie nietuzinkowo, głównie o gęsiach, choć najpierw życzenia dla Pań w dniu ich (i naszego) święta: Wszystkiego Najukochańszego i Wszystkiego Najbardziej. Zamiast kwiatków – fotografia. Tak wygląda piernikowe ciasto przygotowane przez piekarzy z niewielkiej piekarni w Baranowie na Lubelszczyźnie. Niech się Wam życie rozpływa w ustach tak samo, jak ta czekolada!

Pani Bogumiła Kozłowska ani nie chciała rozmawiać, ani dać się sfotografować, choć miejsce i okoliczności, w których ją poznałem, były naprawdę przednie. Trafiłem otóż na należącą do niej i jej  męża gęsią fermę we wsi Horodyszcze, około 30 km od Krasnegostawu, w niepośpiesznej podróży po miejscach nieodkrytych, a godnych polecenia. I już-już te gęsi przeszłyby mi koło nosa, gdyby nie chwila zadumy: kto dziś tak pięknie gęga???

Dobrze trafiłem!

Dobrze, bo błoto było po pas, a gęsi ani myślały robić zbiegowisko, żeby dać się hurtem sfotografować. Pani Bogumiła zaprowadziła mnie więc do kurnika, gdzie spora ich grupa gęgała nad losami tego świata i tabletem prezesa Kaczyńskiego – o ile zdołałem zrozumieć, tablet się gęsiom spodobał, ale o prezesie nie wspomniały ani słowem.

Byliście kiedyś na gęsiej farmie? Nie szkodzi. Wyobraź sobie, że masz sześćset koleżanek i że one wszystkie postanawiają w tym samym momencie powiedzieć co myślą o tablecie prezesa. Tak mniej więcej było. Gęgało wszystko i wszędzie dookoła.

Dowiedziałem się, że gęsior, pan gęsior!, choć poligamista, wyznaje podstawową zasadę wierności. Jak już sobie przygrucha jakąś gęś (najczęściej – stado gęsi), to jest jej (jemu) wierny aż po grób. Do innego stada nie odchodzi, a własnym stadem puszy się i pyszni przed obliczem całej konkurencji, mnie nie wyłączając. Innymi słowy: szansy na poderwanie choćby jednej gęsiny nie miałem w ogóle…

Gąski u pani Bogumiły mają dobrze, ponieważ ich życiową rolą jest nieść jajka i rozmnażać się; w kwestii rozmnażania wydaje mi się, że radzą sobie całkiem dobrze, co do jajek powiem tylko tyle – nigdy bym takiego jajka nie zniósł!!!

Oto jest butelka lubelskiego piwa i obok niej gęsie jajo spod Krasnegostawu! Bądźcie szczęśliwe, Panie Moje Drogie, że nikt wam nie każe takich jaj przyrządzać ani tym bardziej wysiadywać. ;-)

Fot. Jajo

Ile ono ma wysokości? 12 centymetrów! I dwa żółtka wewnątrz! I jaki smak (podobno, bo zostawiłem sobie to jajo na wieczór). I jaki kształt jajowaty! No, w sumie – kształt ma taki, jak każde jajo, więc bez przesady, wycofuję się z tej pochwały. Ułożenie jaja w bagażniku, mimo doświadczeń w układaniu jajek (hmmm… wiem, że to zabrzmiało, ale prawda jest ponad wszystkim), zajęło mi sporo czasu, bo to jest jednak spora sztuka.

U pani Bogumiły na ściółce pojawia się trzysta takich gęsich jaj dziennie. Trzeba je oznakować (branding, a jakże!), wyczyścić, ułożyć – i w świat.

Fot. g1

Gęsi mają branie w zachodniej Europie, w Polsce ciągle ani gęsina, ani wątróbki (jestem przeciw!!!), ani jaja – jakoś nie mogą się przebić. Synowie pani Bogumiły – od dawna w Anglii – także w gęsinę nie wierzą. A ja tak sobie myślę… może to jest właśnie wyzwanie dla potworów z korporacji? Wyrwać się z miejskiej dżungli, trafić w plener, gdzie światem rządzi wierny gęsior, deptać w błocie, wąchać zapach świeżego ziarna, świeżej słomy, widzieć jak ptactwo składa jaja w gniazdach i cieszyć się życiem… Może to jest coś dla ciebie, Jachu?

Tak tylko pomyślałem, szukając przyjemności życia między gęsiorami i gęśmi. Ale mnie zagęgały wszystkie, aż huczało: wracaj, Jachu, wracaj!, opisz to, chcemy o sobie poczytać…!

Hmmm… Gęsiom zatem, Paniom Gęsiom – w dniu ich święta – wszystkiego co dusza zapragnie! Ziarna, słomy, ciepła domowego i kolorowych jaj. I tabletów.

Fot. Gesi_kolaz_1

Fot. Gesi_kolaz_2

Do góry