Seks na puszkach z piwem, czyli „Dzień Kobiet” w sklepie

08-03-2013, 15:50
Kategoria: 

Seks na puszkach z piwem, czyli „Dzień Kobiet” w sklepie

Jeśli nie wiesz, jak się zachować, zachowuj się przyzwoicie. Ta stara zasada sprawdza się nawet w sieci handlowej Motylek, w której pracuje Halina Radwan. Nic jej nie broni, nawet to, że powtórnie została dziewicą i nawet to, że pewnie pierwszy raz od czterech lat ma faceta. Nic jej nie tłumaczy, nawet największa ekonomiczna presja. Za bycie sukinsynem w spódnicy trzeba płacić. I ona płaci słono…

Tak, to jest zaproszenie na bardzo dobry film. Z potknięciami scenariuszowymi, ale bardzo dobry. Polski. Maria Sadowska nakręciła „Dzień Kobiet” biorąc do głównej roli aktorski skarb: Katarzynę Kwiatkowską, znaną dotychczas przede wszystkim z ról komediowych – choćby z niezwykłych parodii  u Szymona Majewskiego. Tu widzimy aktorkę dojrzałą, grającą postać, która zmienia swoje życiowe motywacje, przeżywa dramat za dramatem, splata chwile zwątpienia z momentami uniesień, zmaga się z sobą. Przegrywa i wygrywa.

Halina Radwan, główna bohaterka filmu Sadowskiej, grana właśnie przez Kwiatkowską, awansuje w sieci handlowej Motylek na stanowisko kierowniczki sklepu. Jej koleżanki cieszą się z awansu, licząc naiwnie, że „jedna z nas” będzie lepszym szefem niż ktokolwiek z zewnątrz. Życie i przełożony nowej kierowniczki (tu: Eryk Lubos jako Gąsiorowski, szef Haliny) nie pozostawiają jednak żadnych złudzeń. Lepiej nie będzie, to korporacja, tu rządzą jej prawa. Pod presją, pod wpływem emocji – ale także na skutek znaczącej poprawy zarobków (wersalka, komputer dla córki, mieszkanie…) – Halina zgina kark po raz pierwszy, potem drugi…

Każą fałszować listy godzin pracy, bo nadgodziny zbyt dużo kosztują korporację, kierowniczka fałszuje. Każą wyrzucić z pracy jej koleżankę, bo się spóźnia i jest za stara, Halina wyrzuca. Każą otworzyć sklep, choć wewnątrz na podłodze leży martwy klient, otwiera – bo straty w utargu byłyby zbyt duże…

Do presji służbowej i ekonomicznej szybko dochodzi gwałt emocjonalny: dziewczyna ulega seksualnej namiętności, wiąże się z Gąsiorowskim. Scena współżycia na paletach z puszkami piwa – podobnie jak scena snu z ośmiopakiem papieru toaletowego pod głową – to jedne z najmocniejszych sekwencji w tym filmie. (Młodzież, która przyszła z okazji święta 8 Marca na poranny seans, w liczbie dwóch klas męsko-damskich, miała z tych scen wielki pożytek, choć samego filmu zdaje się nie zrozumiała: i to ma być komedia…???)  A to nie jest komedia, to prawdziwy dramat.

Fot. DK_4

Halinę Radwan wyrzucają z pracy, a dziewczyna podejmuje nierówną walkę z korporacją Motylek. Tutaj scenariusz filmu odrobinę się łamie, po raz kolejny mamy bowiem nagromadzenie dramatów, zagrożeń i demonów biegających za Haliną po parkach – jakby twórcy filmu na siłę chcieli nam udowodnić, że sytuacja jest naprawdę bardzo poważna. Ale to jedyna słabość tego dzieła.

„Dzień Kobiet” ogląda się w napięciu, momentami ze wzruszeniem, z dużym zrozumieniem i empatią dla postawy głównej bohaterki. Błądziła, wiemy to, ujawniła wszystkie swoje słabości, złe cechy, ale przecież poniekąd ją rozgrzeszamy, znamy tę presję z autopsji. Największy problem w ocenie postępowania pojawia się w momencie jej zgody na niemal całodobową inwentaryzację, w której bierze udział ciężarna koleżanka Haliny. Ta akcja kończy się tragedią, tutaj nawet kobieca solidarność okazuje się słabsza od lojalności wobec pracodawcy i elastyczności kręgosłupa. Moje współczucie wobec głównej bohaterki w tym momencie się kończy: nie dała rady.

W filmie świetne role grają postaci drugoplanowe. Eryk Lubos jako kierownik,  Grażyna Barszczewska jako matka Haliny, dziewczyny ze sklepu… Wiarygodne, temperamentne, wyraziste. Aż by się chciało podglądać sklepowe sceny dłużej, dużo dłużej…

Fot. DK_2

TU PACZ! Dobre kino! Brawa dla Marii Sadowskiej za to, że poszła tropem „Erin Brockovich”, że mówi o aktualnych problemach, że robi społeczne, ważne kino. Podoba mi się odwaga, ostrość w postrzeganiu scenek szkoleniowych w korporacjach – kto przeżył, ten wie – i umiejętność właściwego doboru aktorów. Tu znów oddam cześć Katarzynie Kwiatkowskiej, której kreacja nie tylko trzyma ten film, ale też pokazuje prawdziwą głębię „zwyczajnej” postaci.

Fot. DK_1

Łatwo byłoby pójść w bohaterskie klimaty, uczynić z Haliny bojowniczkę walki o prawa kobiet siedzących z pampersami w kasach supermarketów. Łatwo byłoby też pokazać słabą kobietę, która – Boże, ja nie wiedziałam… – tylko potulnie wykonuje polecenia przełożonych. Tu mamy bohaterkę codzienności. Z przywarami, z kłopotami, z zaletami, z sercem i bez serca. Jak w życiu. Piękna, dobra, otwierająca wielką karierę rola. I choć wiem, że Kwiatkowska „już” została odkryta, że jest aktorką pełną gębą i z bogatym doświadczeniem, jej Halina ze sklepu Motylek to naprawdę aktorskie mistrzostwo.

Iść, nie iść? Iść! Choć niekoniecznie w Dniu Kobiet…

Zwiastun filmu:

Tagi: 
Do góry