Przepraszam za nieświąteczny temat…

30-03-2013, 09:00
Kategoria: 

Przepraszam za nieświąteczny temat…

Powinienem napisać coś mądrego, świątecznego, okazjonalnie – zajączkowego, ale boję się, że tym razem zwyczajnie nie potrafię. Nie po tym, co widziałem wczoraj.

Wielkanoc spędzam nad morzem. Przejechałem na dwie raty ponad 700 kilometrów, wlokąc się przez zimową Polskę niespecjalnie głównymi drogami. Wszędzie ten sam widok:

DZIESIĄTKI, SETKI WYGŁODZONYCH SAREN!

Sarny były zawsze. Czaiły się gdzieś na horyzoncie, zawsze czujne, dzikie i niedostępne, gotowe do szalonej ucieczki na sam dźwięk zagrożenia; zawsze chowały się w lasach albo szukały pożywienia na polach i łąkach. W marcu zwykle było już po zimie, albo choć zmierzało ku końcowi zimy. W marcu zwykle miały już co jeść.

Nie pamiętam ze swoich licznych podróży takiego widoku: sarny w pobliżu wiejskich domostw, sarny w rowach tuż przy szosie, sarny nie lękające się nadjeżdżającego samochodu, sarny snujące się, otępiałe. Sarny głodne, zdesperowane, chude, smutne. Setki saren wszędzie.

Kiedy kilka dni temu widziałem w telewizji krótki felieton na ten temat, odebrałem go jako typową telewizyjną zapchajdziurę: coś trzeba dać, żeby chwytało za serce, a temat modny, bo zima długa. Ale teraz przepraszam za swoje zwątpienie. To naprawdę stało się wielkim leśnym, zwierzęcym, ludzkim problemem!

One już przestały reagować na ludzi, przestały czuć nieufność. Za wszelką cenę chcą gdzieś zdobyć, znaleźć, wykopać, wyrwać pożywienie. Ale wszędzie dookoła – tony, zwały śniegu! Mokrego, ciężkiego, twardego, przytłaczającego. Jeśli gdzieś pojawiał się skrawek przestrzeni cudem wolnej od białego ścierwa, tam wszędzie wczoraj widziałem sarny!

Nie mają szans, by znaleźć jakikolwiek pokarm.

Zapytałem znajomych leśników z Puszczy Noteckiej, czy to może standardowy obrazek z przednówka. Nie… Oni też są załamani. Cokolwiek wyłożą w paśnikach, znika w okamgnieniu. Nie pamiętają takiego roku! Pod wiejskie zabudowania podchodzą już nie tylko sarny, ale i zające, dziki. Widać –  mówi pan Kamil, leśniczy – że zwierzynie jest już wszystko jedno, już nawet instynkt nie działa tak jak wcześniej. Sarny chcą tylko przetrwać, za wszelką cenę. I padają jak kawki.

Kupię dziś i zawiozę do leśnictwa w pobliżu worek marchwi i jabłek. Oni najlepiej wiedzą, gdzie to podrzucić.

Cholera, taki przygnębiający widok, że odechciewa się świętować, cieszyć się czekoladowymi zajączkami i oglądać świąteczne bajeczki z sarenką Bambi.

Sorry za smutny nastrój. Wesołych Świąt, ludzie.

Fot. Sarna_4

Fot. Dave Hebb

Do góry