Polowanie

25-03-2013, 09:00
Kategoria: 

Polowanie

Poszedłem do kina zapolować na człowieka. Bez swojej woli wziąłem udział w nagonce, która dowiodła jak łatwo  zostać niesłusznie oskarżonym o pedofilię i jak trudno żyje się z jej piętnem. Gdyby w Polsce istniał reżyser taki, jak Thomas Vinterberg, film o losach Bogusława Sobczuka powstałby już dawno.

Szedłem do kina z ociąganiem, mogąc ten film obejrzeć już wcześniej i czytając jego pozytywne zapowiedzi. Ale albo to wina wiosennego przesilenia i zimowej obojętności, albo chęć poszukiwania wyłącznie optymistycznych wrażeń, albo wreszcie próba ucieczki przed niewygodnymi pytaniami – nie wiem, w każdym razie zobaczyłem go dopiero wczoraj. Błąd! Takie filmy należy oglądać przed hollywoodzkimi produkcjami typu „Władza” czy „Poradnik pozytywnego myślenia”! Są tego warte.

Zaczyna się wspaniałą, listopadową sceną, gdy grupa przyjaciół, same samce, trafia nad podmiejskie jeziorko, by nago skoczyć do wody. Widzimy w ich zabawie symbole męskiej przyjaźni, solidarności, beztroski. Jest w tym też jakiś rytuał, trochę przejawów nudy, ciut za dużo alkoholu. No i ogólnie zapowiada się fajnie: kto by nie chciał skoczyć do wody w listopadzie?

Tak właśnie poznajemy Lucasa, postać graną przez Madsa Mikkelsena oszczędnymi, ascetycznymi gestami. Widząc przyjaciela, którego w lodowatej wodzie niebezpiecznie chwytają skurcze, Lucas, choć ubrany, skacze mu na pomoc. Bez wahania. Tak robią mężczyźni, przyjaciele.

Lucas pracuje w przedszkolu i uwielbia zabawy z dziećmi. Dzieci uwielbiają zabawy z Lucasem, a mała Klara to się w nim nawet podkochuje. Jest sielankowo. Idylla w małym, duńskim miasteczku kończy się z chwilą oskarżenia Lucasa o molestowanie seksualne podopiecznych, obalając mit o Duńczykach – narodzie tolerancji i otwartości.

Gdy w Danii dobiega kresu idylla, zaczyna się polowanie na człowieka. Dla mnie szok; myślałem, że to kraj luzaków, którzy przyjmują nagość, widok męskiego członka bez specjalnego wrażenia. I którzy są odporni na chorobę środowiskowego ostracyzmu.

„Polowanie” w reżyserii Vinterberga składa się z trzech warstw: sielankowej, dramatycznej i – najkrótszej – refleksyjnej. Błogostan części pierwszej zasługuje na cichy zachwyt. Senna mieścina, wszyscy się znają, widać oznaki dobrobytu i małomiasteczkowe rytuały. Ot, choćby polowania i świętowanie po nich.

Serdeczność wręcz wylewa się z ekranu, podobnie jak niezwykłość profesjonalnych zachowań Lucasa w przedszkolu. Widzimy, że ma doskonały kontakt z dziećmi, że go kochają i czekają na jego przyjście do pracy. Widzimy przedszkole i pana przedszkolanka jakby z innej bajki: wszyscy, łącznie z Lucasem, tarzają się na poduszkach w poduszkowym pokoju, dzieci skaczą po nim na dworze, on gania za nimi, wygłupia się i zachowuje jak rówieśnik, ale jednocześnie dogląda, podciera pupy i nosy. Fajne jest takie przedszkole.

Oto oni, główni bohaterowie filmu: Lucas z synem i mała Klara z mamą…

Fot. Hunt_kolaz

Dramat zaczyna się niewinnie. Mała Klara żartuje z Lucasa, trochę zawiedziona, gdy ten z niezwykłym taktem odrzuca jej dziecinne zaloty. Żartuje i wydaje na Lucasa wyrok: opowiada dyrektorce, że wychowawca pokazał jej sterczącego siusiaka…

Skutki bujnej wyobraźni dziecka i kretyńskiego późniejszego „śledztwa” w wykonaniu domorosłego psychologa są przerażające. Lucas zostaje oskarżony o molestowanie seksualne, a rodzice innych dzieci są proszeni o sprawdzenie, czy ich maluchy nie moczą się w domu i czy nie mają sennych koszmarów. Ależ mają! Wszystkie naraz! I wszystkie ślady prowadzą do miejsca schadzek – piwnicy w domu pana przedszkolanka. Dzieci, a wraz z nimi rodzice opisują meble, ściany i bezeceństwa wyczyniane przez pedofila w podziemiach jego domu.

Atmosfera wokół Lucasa zagęszcza się, a ja (jak chyba wszyscy w kinie) biorę jego stronę! Przecież widziałem, jak było! Przecież dom Lucasa nie ma piwnicy! Im bardziej absurdalne stają się zarzuty, im mocniej ściskają go za gardło wszyscy dotychczasowi przyjaciele i znajomi, tym mocniej krzyczę: przecież Lucas jest niewinny!

Ale w małym duńskim miasteczku krzyczy tak zaledwie garstka ludzi. Kończą się wieloletnie przyjaźnie, warte funta kłaków okazują się trwające od dzieciństwa znajomości, szybko znika serdeczność, solidarność, nie ma już wspólnego podjadania ciasta z żoninego pieca, nie ma wspólnego piwa.

Do miasteczka w smutnej jesienno-zimowej Danii zawitała chłodna aura wrogości, potępienia. Nie ma wyroku, ale wszyscy i tak dobrze wiedzą: zaszczuć, zabić pedofila! Zakazać mu wstępu do sklepu, otoczyć murem nienawiści w kościele, wybić mu szyby w oknach, zatłuc jego psa, odebrać syna.

TU PACZ! Sam nie wiem: czy to możliwe jest tylko w państwie zamieszkałym przez ludzi mocno uwrażliwionych na dziecięcą krzywdę – przedszkole ma nawet regulamin postępowania w przypadku wykrycia pedofilii! – czy taka historia mogłaby zdarzyć się także u nas, gdzie niejeden ksiądz i nauczyciel mają na koncie grzech gmerania w dziecięcych majtkach?

Co zrobiłoby polskie miasteczko na wieść, że miejscowy Lucas został oczerniony przez fantazjującą Klarę? (Nawiasem mówiąc – warto pójść do kina, żeby zobaczyć grę tej małej, Anniki Wedderkopp; coś wspaniałego!!!)

A refleksje? Czy w ogóle potrzebne są jakiekolwiek refleksje? Czy to nie jest nazbyt oczywiste? Widzimy, jak słaba jest siła rodziny, jak dramatyczny bywa jej brak, zauważamy jak szybko odwracają się role (przyjaciel-wróg), jak bezsilni potrafią być faceci (przecież Lucas kompletnie nie umie się bronić!) i jaka jest moc lokalnej plotki. Dostajemy od Vinterberga kino szlachetne, efektowny film z pięknie nakręconymi plenerami i doskonałą grą głównych bohaterów, ale czy dostajemy coś więcej niż obraz solidarnej nienawiści, złamanych rodzin i sąsiedzko-kumplowskich relacji?

Ja poznałem odpowiedzi na te pytania, jeśli chcesz dojść do podobnego stopnia wtajemniczenia – idź na „Polowanie”. Przyłącz się do nagonki... Czy może jednak nie zechcesz się przyłączyć?  

Znakomity zwiastun filmu:

Do góry