Tak mnie wczoraj wzięło sentymentalnie…

02-02-2013, 09:12
Kategoria: 

Tak mnie wczoraj wzięło sentymentalnie…

Stary Lem, stary King, stare serie Salamandry i Kameleona, wyblakłe kryminały… Czy też masz tak, że widok starych książek w domowej bibliotece rozbudza w tobie ckliwy sentymentalizm?

Siedzę i piszę w ich towarzystwie. Dostojnie milczą. Może się czasem nabijają, że już żadnego słowa piórem, ołówkiem, długopisem… Milczą i żółkną.

Przeczytałem niedawno, że książki wyrzuca się najtrudniej. To prawda. Gazety, ciuchy, bibeloty – to, przynajmniej u mnie, od czas do czasu wędruje na śmietnik całymi tonami. Wszystko, ale nie książki! Nawet te nieprzeczytane, nawet te, które czekają na lepszą chwilę, na starość, na mądrość i dojrzałość. Nawet one trwają na swoim posterunku i trwają mać!

Te starusieńkie, jak Biblia, jak „Dzieci z Bullerbyn” – nawet, jeśli wyglądają tak:

ksia1

…miałbyś/miałabyś serce wyrzucić? Albo te do niczego nie podobne, jak „49 idzie pod młotek” Thomasa Pynchona, rok 1989, cena naklejona na okładce: 17.000 złotych…  wyrzucisz? A ramoty Guy de Maupassanta, a „Eskapizm” Sawaszkiewicza – tak już pożółkły, że liter prawie nie widać?

Co jest takiego w tych tomiszczach?

I co za dwadzieścia lat będzie stało w bibliotekach dzisiejszych dwudziestolatków? Pendrive’y? Dyski zewnętrzne? Serwery z bazami danych? Czy tylko jeden niewielki stacjonarny minikomputer z błyskawicznym łączem do zewnętrznej biblioteki osadzonej gdzieś w wirtualnej chmurze?

A gdzie – pytam – kurz? Gdzie pożółkłe kartki? Gdzie znajdowane przypadkiem zapiski na stronach, stare zakładki, liście i kłosy traw? Gdzie te naderwane okładki z pochłoniętej sto razy książki?

No gdzie?

Do góry