Syberia właśnie w tobie jest! Musisz z nią wygrać.

28-02-2013, 09:00
Kategoria: 

Syberia właśnie w tobie jest! Musisz z nią wygrać.

Dobry film wczoraj widziałem. Polski. Czyli rzadkość: że dobry, choć polski. Ale przyznaję bez bicia, poszedłem jak na skazanie. Łomatkooo! Znów będzie rozdzieranie szat… I o dziwo było dobrze. Polecam więc – tadam! – „Syberiadę polską” Janusza Zaorskiego. Chyba jeden z ciekawszych filmów ostatnich lat.

Najpierw jednak didaskalia. Powoli dołączam do akcji olewania spektakli filmowych, które poprzedzane są trzydziestoma minutami reklam. To jest bez sensu, głównie dla marek, które się do nas wdzięczą – widać, że nie mają pomysłu na dobrą reklamę kinową, że jadą standardem. Gdyby budowano w nich napięcie tak samo, jak w filmowych trailerach, gdybyśmy oglądali sponsorowane przez marki etiudy, powiedziałbym – można to przetrwać, ciekawe. Ale młócka reklamowa rodem z tv? Ohyzda.

I druga uwaga. Pełna sala! Wielu bardzo starych ludzi, wielu o laskach i kulach. Czasem słychać płacz. Jeśli więc masz serce tuż po lewej stronie od centrum klatki z piersiami, zabierz na ten film rodziców, dziadków. Przeżyją coś. I chyba wyjdą w dobrym nastroju.

Bo film, choć opowiada o tragedii, ma pozytywny epilog. Zaorski postanowił pokazać losy jednej z polskich rodzin, które w roku 1940 historia rzuca daleko na daleką, wschodnią Syberię. Jan Dolina, jego żona i synowie są przesiedleńcami, pracują gdzieś w głębokiej tajdze ni to we wsi, ni w obozie pracy. Mają nad sobą komendanta, jest politruk, są strażnicy. Wyrwani ze snu, zagnani do bydlęcych wagonów pojechali jak setki tysięcy innych rodzin w nieznane, w sowiecki Bezkres.

W roli Jana Doliny widzimy Adama Woronowicza, który gra dojrzale, spokojnie. Jakby pogodził się z losem, ale zaledwie tymczasowo: ma swój cel, chce przetrwać, chce wrócić do domu. I pamięta, że jest Polakiem, do końca, to ważne. Filmowa opowieść jest jednak tak naprawdę historią jego syna, Staszka. W tej roli młody Paweł Krucz zagrał naprawdę dobrze, wiarygodnie. Od prostego, wiejskiego chłopaka po młodego patriotę.

Fot. Syberiada_kolaz

To jest film o przetrwaniu, o woli życia. Zaorski dokonał trafnego wyboru, że nie poszedł ścieżką katyńskiej martyrologii i hollywoodzkiego rozmachu wojennego. Jest terror, ale obok niego jest także czysta miłość. Jest okupant, jest zła postać – o niej za chwilę – jest śmierć, ale nie czujemy się nią epatowani. Ktoś umiera z zimna, ktoś na tyfus, Jan Peszek (w świetnej kreacji) umiera w tańcu, ale czyż śmierć nie towarzyszy nam zawsze i wszędzie? Więc: to nie jest film o masowej śmierci.

Szukając sposobu przetrwania jedni modlą się, inni gorliwie pracują, ktoś donosi, ktoś obojętnieje, ktoś zaczyna uczyć innych, a jeszcze ktoś – idzie do łóżka z wrogiem. Sonia Bohosiewicz, w roli Ireny Puc, tworzy tu kreację zadziwiająco znakomitą. Widzimy ją i oceniamy jak sprzedajną dziwkę, bo najpierw ratuje życie sowieckiemu oficerowi, a później sypia z nim, dostaje posadę w kuchni, ma chleb, konserwy. I… ma troje dzieci. I naraża się wszystkim, sąsiadom z obozu i nam: swołocz, dziwka! Ale ona po prostu chce utrzymać przy życiu dzieci, nic więcej. I mówi, że choćby miał ją codziennie boleć tyłek, wytrzyma i to, przetrwa. Musi wygrać swoją Syberię, nawet za cenę upodlenia. Dla nich.

Ważne: w końcu rozkochuje w sobie wroga. I zdobywa się na bohaterski czyn.

Złą postacią jest ruski oficer. Jednoręki sukinsyn, który mści się na Polakach – Ja was, Paliakaw, nienawiżu! – za to, że zamordowali mu ojca. Nie znosimy go od pierwszej minuty, nienawidzimy go tak samo, jak on nas, ale… Przez moment postawiłem się w jego roli: czy byłbym w stanie wybaczyć zabójcom mojego ojca?

Przyznam, że z szacunkiem przyjmuję reżyserski wybór Zaorskiego, który do ról Rosjan zaangażował rosyjskojęzycznych aktorów. To uwiarygodniło jego dzieło. Zły oficer Sawin, czyli Andrey Zhurba, i nieszczęśliwie zakochany w Irenie Barabanow (Igor Gnezdilov) tworzą doskonałe kreacje. Ani przez moment nie są przerysowani, nie bronią swoich postaci, ale nadają im czechowowskie, ludzkie przymioty. Barabanow z miłości do polskiej kobiety gotów jest zrobić wszystko…

Wojna w tym filmie jest, ale w tle. Widzimy bohaterów gdzieś na jej uboczu. Plątają się z dala od wielkich wydarzeń, są jakimś pyłkiem w historii, ale nie zapominają, kim są. W chwilach najważniejszej próby, zdają egzamin. Z patriotyzmu, człowieczeństwa, ze sztuki przetrwania. Zwłaszcza młodzi bohaterowie, synowie Doliny, okazują się tu być mistrzami, a Staszek w dodatku błyszczy w wojnie z Sawinem jako świetny strateg i psycholog.

Fot. Syb_7

Czy są minusy? Dla każdego, kto widział i poczuł syberyjski Bezkres, kto zajrzał w głąb tajgi lub choćby naoglądał się rosyjskich filmów, scenografia w filmie Zaorskiego wyda się płaska, a horyzont – zbyt bliski. Mogę zrozumieć, że sceny w polskiej wsi kręcimy w plenerach etnograficznego skansenu w Sanoku, mogę się zastanawiać, czy zamarznięte jezioro to Zalew Soliński czy małe akweny na Ukrainie, ale tej grozy, tej syberyjskiej nieodwołalności – bo nie ma dokąd uciec – bardzo mi w filmie brakuje. Jasne, wiem, nie ten budżet, nie ta kinematografia, wszystko tłumaczy producenta. Ale… niedosyt pozostaje.

Chyba podobnie jest ze scenami obozowymi. Nie mam wrażenia, że widzę, odczuwam ten chłód, mróz, Sybir. Nie ciągnie mi zimno po nogach, kiedy oglądam losy bohaterów. Nawet twarze aktorów, choć już nie ubrania, mniej mi pasują do realiów tamtejszego świata.

Ale umówmy się, że to są szczegóły: przecież to tylko kino. Dobre kino. Bałem się tego filmu Zaorskiego, bo nie chciałem zaliczyć kolejnego gniota w posmoleńskim klimacie, dedykowanego wszystkim, którzy w Polsce nienawidzą sowietów. A ja ich lubię. I choć w filmie widzimy ludzkie gadziny, to przecież… tacy są wszędzie.

TU PACZ TERAZ! Idź, proszę, na ten film z rodzicami lub dziadkami. Zrób im frajdę i powiedz, że ja kazałem. ;-)   Nie będą zawiedzeni.

Zwiastun „Syberiady polskiej”:

Tagi: 
Do góry