Suchary z Westerplatte

17-02-2013, 09:00
Kategoria: 

Suchary z Westerplatte

„Tajemnica Westerplatte” rozczarowuje niemocą scenariusza, a Michał Żebrowski grający rolę majora Sucharskiego udowadnia, że nie bez przyczyny trafił do serialu „Na dobre i na złe”. I na tym powinna zakończyć się ta recenzja. Dziękuję, do widzenia…

Spory toczone dzisiaj wokół tego filmu są pozorne i wyglądają raczej na efekt pracy agencji PR niż rzeczywistą polemikę w sprawach historycznych. Nie ma się bowiem o co spierać: postać Sucharskiego jest podszyta tchórzem, postać kapitana Dąbrowskiego, który de facto kierował obroną placówki, jest ukształtowana przez polską tradycję wojowania szabelki z czołgiem – i oto już cała oś prezentowanego w filmie sporu.

Nie kupuję tropu rozterek, które rzekomo targają Sucharskim. Wie, że nikt nie przyjdzie mu z odsieczą, obiecał swojemu dowódcy, że zostawi to w tajemnicy i pamięta, iż rozkaz brzmiał – utrzymaj się przez 12 godzin, a potem wszystko zostawiamy twojej decyzji. I co widzimy? Widzimy chorego na padaczkę oficera, który podejmuje decyzje albo spóźnione, albo nietrafne, albo w ogóle ich nie podejmuje, trudniąc się:

a. kontemplacją ścian,

b. czyszczeniem butów,

c. leżeniem w łóżku,

d. pisaniem listów,

e. ucieczkami wsobnymi

f.  bądź wreszcie – robiąc sobie mejkap w najbardziej groteskowej scenie tego filmu.

Mam uwierzyć, że przez siedem dni nie stać go było na szczerą rozmowę z najbliższymi oficerami? Z bliskim mu kapitanem Dąbrowskim, jego zastępcą? Mam ufać kiczowatej symbolice snu majora, gdy ten widzi swoje dłonie ubabrane w żołnierskiej krwi? Miał przecież jaja, miał ordery, nie od wczoraj rządził grupą 182 podwładnych, mógł wszystko – a mógł i powinien był nade wszystko dowodzić! My jednak tego dowodzenia nie obserwujemy.

Żebrowski opowiadał wczoraj w TVN24, że postanowił zbudować swoją rolę wokół stwierdzenia majora Sucharskiego, który mówi w filmie: „Jeszcze będziemy Polsce potrzebni”. Gdzież to jest w jego kreacji, ten choćby ślad oficerskiej użyteczności? Jak mam wierzyć, że major Sucharski z przekonaniem opowiada o swej przydatności dla ojczyzny, skoro widzimy w nim głównie schorowanego, przepełnionego aktorską melancholią tchórza?

Fot. Wes_kolaz

Przywództwo jest sztuką podejmowania trafnych decyzji. Sucharski – według scenariusza „Tajemnicy Westerplatte” – nie potrafił skutecznie przeprowadzić żadnego rozkazu. Poza jednym: o kapitulacji. Rozumiem, że film opowiada historię w skróconej formie, ale zastanawiam się nad papierowym sensem tajemnicy, którą nosił w sobie główny bohater? Co skrywał bardziej? Fakt, że żaden polski korpus nie nadejdzie z odsieczą czy informację, że Francja i Anglia nie ruszyły swoich tyłków? Przecież w filmie wiedzą to niemal wszyscy! Po początkowej euforii wywołanej niusem o wypowiedzeniu wojny przez sojuszników, nikt alianckiego wsparcia na Westerplatte się nie spodziewa.

Można było zakończyć tę jatkę po pierwszej dobie, po drugiej, po piątej. Kiedy widać było, że szans na przeżycie nie ma żadnych. Dlaczego Sucharski zwlekał? Czy z powodu młodzieńczej brawury, która cechowała jego zastępcę, kapitana Dąbrowskiego? (W tej roli gra suchary Robert Żołędziewski, który absurdalnie zmienia swoją postać z patrioty – w psychopatę.) I znów więc kłania się status dowódcy: prawdziwy dowódca nie oddaje przywództwa niedoświadczonemu i porywczemu młodziankowi. Prawdziwy dowódca, jeśli naprawdę chce oszczędzić bezsensownie rozlewaną krew żołnierzy – wydaje rozkaz przebicia się z okrążenia (tu: nierealne) lub kapitulacji.   

Fot. Wes_5

Paweł Chochlew, reżyser, przedstawił własną wersję wewnętrznych sporów, które rozdzierały kadrę dowódczą placówki na Westerplatte. Tak potraktujmy ten film, a nie jako dzieło szkoleniowo-dokumentalne dla szkół podstawowych i liceów, które mają w tytule imię majora Henryka Sucharskiego. Byłoby źle, gdyby jedynym efektem filmu stały się masowe rezygnacje z patronatu…

Czy „Tajemnica Westerplatte” opowiada prawdę o rozterkach – tego nie wiem. Wiem natomiast, że jak na polskie warunki jest to kino wojenne całkiem przyzwoicie zrobione. I to jeden z dwóch plusów tego dzieła. Nie spodziewałem się „Szeregowca Ryana” ani nawet „Listów z Ivo Jimy”, ale to porządny kawał roboty. Sceny batalistyczne wypadają nieźle (choć Niemcy wychodzą w nich na kompletnie niemrawych i nieruchawych idiotów), kilka wybuchów robi wrażenie, nie dostrzegamy kartonowych dekoracji, a sceny płonącego lasu i drzew owijanych ogniem są naprawdę piękne.

Zwracam uwagę na drugi, ważniejszy plus: role drugoplanowe. Porażką obsadową jest wprawdzie Andrzej Grabowski i Borys Szyc, bo grają takie same suchary jak Robert Żołędziewski, ale Mirosław Baka w roli kaprala, który musi wykonać rozkaz rozstrzelania swoich podwładnych (za niesubordynację), to już kreacja warta specjalnej uwagi. Postawiłbym nawet dolary przeciw śliwkom, że gdyby to jemu przyszło zmierzyć się z rolą Sucharskiego, wypadłby bardziej wiarygodnie niż Żebrowski.

Fot. Wes_6

Warto też dostrzec kreacje Mirosława Zbrojewicza i Przemysława Cypryańskiego, a także Piotra Adamczyka, który przekonująco grał rolę coraz bardziej bezradnego lekarza.

TUPACZ! Scenariusz był do bani! Podobno to właśnie on, autorstwa Chochlewa, był przedmiotem najgorętszych sporów w pierwszej fazie powstawania „Tajemnicy Westerplatte”. Jeśli tak, to rozumiem aktorów, którzy odrzucili propozycję grania ról w tym filmie, ponieważ scenariusz to najsłabsza część dzieła. Cóż, Jerzym Stefanem Stawińskim to Chochlew nie jest, niestety…

Nie mogłem znieść nienaturalnie sztucznych dialogów o aliantach, którzy niebawem pośpieszą Polsce z pomocą. Nie mogę do tej pory zrozumieć sensu jedynej w filmie retrospekcji, w której każdy z dwóch głównych bohaterów udaje, że umie grać pijanego polskiego oficera (nie byli w wojsku, czy co?). Uśmiecham się na wspomnienie scen z czyszczeniem butów przez dowódcę placówki i mdli mnie na widok majora Żebrowskiego, który oparłszy brodę o szablę tęsknym wzrokiem wodzi po ekranie – szukając – nie wiem – Heleny Kurcewiczówny z „Ogniem i mieczem”? Rzędziana? Doktor Consalidy?

Iść więc – czy nie iść? Oto jest pytanie. Iść, odpowiadam, na własną odpowiedzialność. Iść i szybko zapomnieć. Jak ja.

Oficjalny zwiastun filmu:

Tagi: 
Do góry