Są blogerzy, którzy piszą o podróżach na mule. Pechowiec Bindella: o podróży z Mułem.

26-02-2013, 00:10
Kategoria: 

Są blogerzy, którzy piszą o podróżach na mule. Pechowiec Bindella: o podróży z Mułem.

Nosi mnie. Dostałem dziś kupon rabatowy Qatar Airways z hasłem „Poczuj komfort 5-gwiazdkowego lotu” i już mnie nosi. A tu doopa: życie freelancera nie rozpieszcza, trzeba zasuwać. Ja – wróciłem właśnie z Krakowa, pociągiem, bynajmniej nie pięciogwiazdkowym. I jestem gotów zabijać.

Czy tylko ja jestem takim wrażliwym, delikatnym dzieciątkiem Jezus w kolebce, że drażnią mnie potwory, które włażą do wagonu wyłącznie po to, by zademonstrować swoją samczą dominację?

Rano. Kierunek Kraków. Wagon nie ma przedziałów, siedzimy w długiej stodole, będzie z 60 osób, wszyscy kimają, bo jest poniedziałek, nikomu nie chce się wstawać,  a co dopiero – bratać z PKP lub kimkolwiek. Więc: jadę. Przymulony, przejrzałem sportowe strony Wyborczej, zamknąłem ajpada, zdrzemnę się, myślę, przyklejam twarz do szyby i nagle…

– CZEEEEEEE!!! Nocootaaaam?

Muł. Siedzenie numer 41. Szary gang z Royal Collection, koszula w grube paski, takie niby-mokasyny zimowe i gruba łapa, znak rozpoznawczy. Gada. Zaczyna gadać. Jest u siebie. Najwyraźniej – jest u siebie! W swojej stodole. Kupił sobie ten pociąg razem z nami, jest naszym właścicielem, a może to nawet sam właściciel kolei, nie wiem. Wiem, że dzwoni do kolegi.

Źle piszę! WSZYSCY wiemy, że on dzwoni do kolegi.

On dzwoni, a ja w poczuciu bezsilności od trzeciej minuty chaotycznie notuję…

– Nono… Nono. Nie, co ty, mogę! W pociągu. Nie… no coś ty… ja żeby uniknąć stresu wyjazdowego  dzisiaj do Krakowa… taaa… jutro Inowrocław robie… nono… potem Szczecin i na koniec Człuchów… Człuchów! Miasto takie.

– Taaa… nie! A dzieetam! Samochodem bym nie obrócił, tysiąc dwieście pociągiem pierdykniesz. Spoko.

– A to Monachium kiedy robimy? A czemu w sobotę? Co ty tam będziesz robił w sobotę? Tu możesz na dupy iść, nie?... A, no, jasne… Czyli tak.

– No dobra, rozumie… Aha! …rozumie… jasne… to ci przeforłarduje, daj mi… ale Michał… ale wogle na niego uwagi nie zwracaj!

– Miiiichał! Ci mówie! Nie zwracaj na niego uwagi!

– I ci wyśle. No potem. Z Galicji, jak będę już… a on wogle gupi jest, ty se go odpuść, czoeku… szkoda nerwowców jest… Żebyś podpisał? …ty? …ocipiał?

– Taa. Jeszcze czego! No jasne. Dobrze mu poedziałeś!

– Nie nie zdążę. To Monachium to jest nic tam, rzutem w Gugla ci to zrobię, spoks.

– No… No w poniedziałek… Nie, do wawki prosto, oj nie fafluń, nie beesz zmęczony… masz sekretarke czy nie, ale poeedz, masz? No to po to masz sekretarke, żeby jej używać nie? Hahahahahaha! Beesz się potem martwił, jak ci zajdzie… Hahaha! Słoneczko kurde!

– No no. To ty zrób Londyn i mi dryndnij. No… Nono… majlem możesz... ttaaa…  jak ci poszło.

– To się zdzwaniamy… ta… nono… nara… nie, potem… nara, cze! Cze.

Muł, bo to BYŁ MUŁ, musiał być!, zaliczył sześć rozmów, każda o zbliżonej intelektualnie treści. Uzyskaliśmy wielokrotne potwierdzenie, że monstrum jedzie do Krakowa, potem robi Szczecin, Człuchów i coś tam jeszcze, i leci do Monachium. Z wawki.

TU PACZ! NO PASARAN!

Nie mam, ogólnie mówiąc, wielkich życiowych postulatów. Nie mam pretensji do życia, że każe mi jeździć pociągami PKP i że sprzedaje mi – ono, życie – bilety na wspólną mordęgę z MUŁAMI, ale proszę (nie wiem kogo…): uwolnijcie ludzkość od takich ludzi! Albo stwórzcie dla nich specjalne wagony. Puśćcie im do środka disco polo, dajcie do wielkiej ręki wielkie szwabskie piwo i nawet zafundujcie im złote łańcuchy na koszt podatników oraz postawcie na nogi cały Wars, niech im nosi jajecznicę kolejową – bo MUŁ zjadł jajecznicę z cebulą i szyneczką, śmierdziało na pół wagonu – tylko niech oni jeżdżą gdzieś osobno.

A jeszcze lepiej: dajcie im oddzielne pociągi! Stwórzcie Drogie Linie Kolejowe Dla Mułów i Ich Kolegów. Podłączcie do telefonów głośnomówiących i kupcie im zawczasu bilety na lot do Monachium. Albo dajcie im sto procent rabatu, z mojego kuponu i z kuponów wszystkich tych pasażerów, którzy dziś o poranku już nie zasnęli, i niech MUŁY lecą z Qatar Airways w daleki świat. Mogą nawet nurkować na rafach: jest przynajmniej nadzieja, że nie wypłyną.

Mój sąsiad z fotela obok, powiedział po takiej uwadze: tacy zawsze wypływają. I miał rację. Są zjawiska i stany, które zawsze popłyną na wierzchu.

I już wiem, dlaczego tak mnie nosi: w samolotach trzeba wyłączać komórki.

Do góry