Różowe Kruki podbijają rynek

22-02-2013, 09:00
Kategoria: 

Różowe Kruki podbijają rynek

Odważne kolory. Odważne połączenia materiałów. Miękkość stylu uzupełniana zmysłowością i brakiem twórczych kompromisów. No i na koniec – zero kompleksów i zero obciachu. Taka jest kolekcja Ani Kruk, nowej marki na rynku jubilerskim, która od sześciu miesięcy podbija polskie galerie.

Nazwisko zobowiązuje – a w tej branży marka W. Kruk mówi wszystko – ale jak czytam na stronie internetowej… Ania Kruk to marka biżuterii stworzona przez rodzinę Kruków, która od prawie 200 lat jest obecna w tej branży, ale zupełnie na nowo, zupełnie na opak. Tradycja i doświadczenie - oczywiście, ale tym razem na różowo. Nie bez przyczyny przewrotnie nawiązując do rodzinnej tradycji, mówią: Stop! To nie ta bajka!

Wysmakowana, droga, świecąca złotem i diamentami, nieco konserwatywna, żeby nie powiedzieć – staromodna biżuteria ze sklepów W. Kruk to coś absolutnie odmiennego od propozycji najmłodszego, piątego już pokolenia rodziny – Wojciecha Kruka juniora i jego siostry, Ani Kruk. Oboje młodzi, wychowani na współczesnych wzorcach estetycznych, czujący nowe trendy, prowadzą całkiem przyjemny i chyba świetnie rozwijający się projekt. Ona projektuje, ona zarządza.

To są Kruki Na Różowo, tak można określić ich propozycję. Świat biżuterii dla ludzi młodych duchem, niekoniecznie wiekiem. Łamią konwencje, poszukują i – co dla mnie ważne – nie lansują projektów rodem z chińskiego bazaru: taniej szmiry, którą zawalone są niektóre butiki.

To oferta, która idzie w kontrze wobec stylu DIY – zrób to samodzielnie, poskładaj swoją biżuterię z różnorodnych materiałów, pokaż własną inwencję. Ania Kruk robi to samo, z tym że w wielkiej skali – i daje swoje prace pod ocenę innych. Sama projektuje, poszukuje inspiracji, eksperymentuje.

Co znalazłem w jej niewielkiej galerii? Jubilerskie cacuszka z żywicy, korali, kryształków, kamienia, sznurka, metalu, skrawków skóry, silikonu i już nie wiem, czego tam jeszcze. Przy okazji – prościutko, a ładnie wyeksponowane:

Fot. Kruk_2

To jest oferta dla ludzi średniozamożnych, poszukujących nietuzinkowej biżuterii. Szukając prezentu w cenie pomiędzy 50 a 200 złotych, można znaleźć u Ani Kruk wyjątkowo atrakcyjne modele. Mnie urzekły te wzory:

20

22a

Mają w sobie przyjemną lekkość bytu, świeżość, filuterność, magię. Na prezent kupiłem właśnie te…

Podoba mi się także ten naszyjnik – jest absolutnie uniwersalny, wesoły, wiosenny, bezpretensjonalny. Zwykły, a niezwykły! Myślę, że doskonale pasuje do dziewczyny, której uśmiech nigdy nie znika z twarzy!

25

To z kolei wzór dla nieco innych kobiet, chyba dojrzalszych – albo może: tych zdecydowanych, dynamicznych, żarliwie kochających, gotowych na przygody:

kol 1

Tu z kolei zabawy z silikonem – sympatyczny, ciepły, dziewczęcy projekt: 

kol 2

I na koniec – zestawy, z którymi „trzeba się przespać”, wymagają pomyślunku: do czego pasują, do kogo pasują. Mają charakter, są przekonujące, ale chyba mocno indywidualne.

kol 3

kol 4

kol 5

TUPACZ TERAZ! Nie sądzę, żeby Ani Kruk opłacało się projektowanie indywidualnych wzorów, takich, które czasem można traktować jak muzealne eksponaty – są dla koneserów, czekają na wytrawnego nabywcę. Marka Ania Kruk kieruje swoją ofertę do masowego odbiorcy, ale w skali, która nie przyćmiewa. Wadą wielu butików z biżuterią jest ich totalne nafaszerowanie towarem. Widać, że wszystko to tworzone jest taśmowo, hurtowo, w milionowych ilościach. I że te same lub bardzo podobne wzory można będzie spotkać w Warszawie, Trójmieście, Rostocku czy Marsylii. To nie jest wada, to się nazywa globalizacja.

Dlatego nie chcę, żeby taka Ania Kruk stała się marką globalną. Ma sprawiać przyjemność mężczyznom (którzy kupują) i kobietom (które noszą) tu i teraz, w kraju pachnącym krowim mlekiem, malwą, dzięcieliną i wódką. Trzeba takimi projektami wygrywać światowe konkursy, ale sprzedawać je – wyłącznie Polkom! Zasługują na to.  

Do góry