Jednego bydlaka mniej. Na 100 procent. Dzięki tej kobiecie.

08-02-2013, 15:47
Kategoria: 

Jednego bydlaka mniej. Na 100 procent. Dzięki tej kobiecie.

Nie licz na bondowskie popisy. Nie licz na twarde wojenne kino albo strzelaninę w szklanej pułapce. To film zaskakująco… kobiecy, choć kobieta, jego główna bohaterka, sama mówi o sobie, że jest sukinsynem. To powściągliwy i surowy thriller. „Wróg numer jeden” Kathryn Bigelow, czyli murowany kandydat do Oskarów, nie sprawi zawodu żadnemu twardzielowi. Ani miłośnikom dobrego kina.

Maya – Jessica Chastain – jest młodziutką pracownicą CIA, zwerbowaną tuż po liceum. W 2003 roku firma wysyła ją do Arabii Saudyjskiej, by uczestniczyła w poszukiwaniu Osamy Bin Ladena. Trafia w samo oko cyklonu: przesłuchania więźniów w tajnych więzieniach, tortury – waterboarding, zamykanie w ciasnej skrzyni, bicie, brak snu, nękanie głośną muzyką… Pęknie, myślisz na początku, musi pęknąć!

Nie pęka. Staje się twarda tak samo, jak jej partner Dan (Jason Clarke), który kilka lat później zrezygnuje z udziału w wyczerpującej misji i wróci za biurko do Waszyngtonu. Ona nie. Maya wpada w obsesyjną wirówkę: całe swoje życie podporządkowuje złapaniu Osamy. Gubi tropy i po latach wraca na stare ścieżki, goni i sama musi uciekać przed atakami, buntuje się przeciwko swoim przełożonym, którzy z wolna zaczynają wątpić w jej misję.

Fot. Dark_kolaz

Obserwujemy osiem lat pościgu. Chwile zwątpień, tragedie, zamachy, wojny z Al-Kaidą i… biurokracją. Bigelow ani przez moment nie dostarcza nam namiętności, patosu, już nie mówię o pocałunkach, romansach czy innych zapchajdziurach hollywódzkich scenariuszy. Ona prowadzi Mayę absolutnie beznamiętnym wzrokiem. Jej bohaterka nie ma dzieci, przyjaciół, seksu, chwil wolnych od pracy – a kiedy zdarza jej się usiąść z koleżanką z pracy przy lampce wina w hotelowej kawiarni, hotel staje się celem terrorystycznego zamachu. Jak z taką żyć? Kto mógłby z taką wytrzymać?

Jest tylko jedna osoba na świecie, która ma dla niej znaczenie – Bin Laden. Fascynujące, że można się tak zagonić we własnej pasji, bo to już nawet nie zemsta, nie zwyczajny pościg, ale cel życia. Kiedy się spełnia – widzimy ją w samą w wielkim, pustym samolocie transportowym – płacze, jakby nie wiedziała dokąd teraz pójść, co robić. Takie zresztą pada pytanie – dokąd lecimy, proszę pani? Pyta pilot, ale odpowiedzi nie ma.

Świetnie skomponowany film. Bigelow oszczędza nam widoku najbardziej drastycznych scen w przesłuchaniach, choć nawet już to, co widzimy, potrafi wbić w fotel. Misternie sfilmowana jest scena ataku na budynek-twierdzę, w którym kryje się Osama – nie wiemy zresztą, czy to rzeczywiście jego dom, bo cała akcja komandosów naznaczona jest wielkim ryzykiem.

– Jak wielkim? – dopytują przedstawiciele CIA i prezydenta Obamy. – Jaka jest pewność, że w tym domu skrywa się Bin Laden?

– Sześćdziesiąt procent – odpowiada jeden. – Pięćdziesiąt procent – kalkuluje drugi. – Jeszcze mniej – dodaje trzeci.

– Sto procent! – wypala Maya i po chwili dodaje: – Albo 95, bo całkowita pewność wytrąca nas z równowagi.

Wewnętrzna siła przekonania, że działa w słusznej sprawie i że jest tak blisko celu, dodaje jej pewności siebie. Ona wie, czuje to. I wygrywa.

Perfekcyjne zdjęcia zarówno w szerokich planach (nocny przelot śmigłowcami w górach i miejskie plenery Peszawaru), jak sceny z miejsc tortur, biur przepełnionych dokumentami, zdjęciami i aparaturą szpiegowską. Do tego świetna gra aktorów, uwiarygodniających swoich bohaterów: wierzymy, kiedy Dan torturuje więźnia, że jest w tym wyższy cel – i rozumiemy, gdy odpuszcza, mając na koncie ponad stu przesłuchiwanych w ten sam sposób terrorystów.

Fot. Dark_kolaz_2

Jest w tym filmie akcent polski. Jedną ze scen przesłuchań – symbolicznie? – umieszczono w tajnym portowym więzieniu w Gdańsku, kolebce walki o wolność, jakby prowokacyjnie chcąc zmusić Polaków do zajęcia stanowiska w kwestii tortur. A może to wyłącznie przypadek? A może wytyk?

Twórcy „Wroga numer jeden” pokazują nam brutalny świat z obu stron barykady. Różnice, jeśli są, to tylko w metodach, w odmiennych ideologiach. Bo cała obsesyjna reszta, to wzajemne polowanie na siebie, żądza odwetu, są równie silne po obu stronach. To prawdziwy film. Nie sięga po tanią sensację, nie widać w nim prób moralizowania. Każdy wniosek wyciągnie sam, dla siebie.

TU PACZ! Świetna jest ta Jessica Chastain! Twarda, miękka baba. Pewna siebie, choć mocno walcząca ze zwątpieniami. Oszczędna w aktorskiej stylistyce, brzydka i piękna jednocześnie. Niejednoznaczna. Mimo woli wyrosła na twardego gracza, obsesjonistkę, świruskę niemalże. Jej upór opłacił się światu: jednego bydlaka mniej. Na sto procent.

Fot. Dark_7

Tagi: 
Do góry