I co z tym zrobisz? Zjebka zawsze schodzi w dół.

05-02-2013, 11:59
Kategoria: 

I co z tym zrobisz? Zjebka zawsze schodzi w dół.

Pierwsze prawo korporacji: zjebka jest jak lawina – zawsze schodzi z gór w dolinę. Możesz mieć szefa debila, możesz bić go na głowę umiejętnościami, lawina zawsze dopadnie ciebie. Oczywiście, on też ma swoje lawiny. Ale z reguły rzadziej i za większe pieniądze.

Nie myśleć za wiele. Działać jak automat. Wykonywać zadania. Raportować. Nie pytać o efekty. I czekać na lawinę, ona zawsze cię dopadnie.

Mój pierwszy szef był moim najgorszym. Miałem 22 lata, on 36 i wydawał mi się strasznie stary. Na starcie powiedział nam: nikogo nie będę chwalił, bo i mnie nikt nie chwali, jasne? Macie robić, co do was należy, nie spóźniać się z raportami i nie wychodzić z pracy zanim ja nie wyjdę. Jasne?

Budował autorytet na strachu, na opieprzaniu za byle co. U nas nie miał autorytetu, a bardzo chciał mieć wyniki, to liczyło się przede wszystkim. Potrafił wzywać na półgodzinne kazania, polecał siadać na krześle, chodził dookoła i stale dopytywał:  Jasne? Czy wyrażam się jasno? Czy dotarło do was kapuściane głąby? Czy to jest jasne? Nic nie było jasne w jego świecie, choć wykonywaliśmy prostą robotę. Myślę, że odbijał sobie na nas własne kompleksy i upokorzenia. Kiedy przychodził od szefa wściekły, wiedzieliśmy, że zjebka wkrótce spadnie na nas. Nigdy się nie myliliśmy.

Zawsze w późniejszych latach chciałem być szefem w kontrze do tego typa. Robić wszystko inaczej niż on. I miałem szczęście budować wokół siebie fajne zespoły, i nieszczęście – kilka razy mieć nad sobą wyjątkowych dupków. W większości przeżywali syndrom wewnętrznego wypalenia. Mieli dobre, czasami za dobre, wręcz doskonałe pieniądze. Ale żyli całkowicie przytłoczeni wewnętrznym szumem: musisz zdążyć, nie możesz się spóźnić, musisz mieć efekt, musisz wygrać, musisz być lepszy. Musisz! Musisz! Nagrodą były wakacje – safari w Kenii lub plaża Zanzibaru – samochód, premia, kasa na nowy dom.

Jestem pewien, że oni, tak samo jak ja, budzili się z porannym: Jezusmariaznowutosamo! Mieli bóle brzucha i nie potrafili zasnąć bez zamknięcia dnia w arkuszu Excela. Szli do pracy i niemal tak samo jak ich podwładni, patrzyli w drzwi swojego szefa wzrokiem zbitego psa, myśląc – opieprzy dziś, czy nie opieprzy?

Nigdy nie ma inaczej. Lawina schodzi tylko w dół. Nie powiesz mu przecież: szefie, jesteś głupszy ode mnie, bo to oznacza wylot. Zdarza się – skrytykujesz, podejmiesz polemikę podczas burzy mózgów, ale zawsze biorąc poprawkę na jego stanowisko i związaną z nim nieomylność.

W Polsce studentów nie uczy się asertywności, zespołowego działania, współpracy. W firmach dominuje zarządczy feudalizm. Liczy się tylko pan i władca. Szef może być głupszy od pracownika, może mieć mniej doświadczeń, mniejszą wiedzę, ale był w firmie wcześniej, jest w niej od zawsze albo jest z czyjegoś nadania i to on dyktuje warunki. A jak ci się nie podoba, to droga wolna, jest kryzys, gdzie znajdziesz pracę?

I siedzisz w tym po uszy. Wiesz, że korporacje uzależniają. Wydaje ci się, że świat poza nimi nie istnieje, że wszystko jest tak samo skonstruowane. Wiesz, że każdy kolejny szef może być i gorszy, i głupszy. Wiesz, że wbili ci do głowy poczucie niższej wartości, konieczność podporządkowania się, sprostania regułom. Wiesz, że zabierają ci najlepsze lata, że przestajesz się rozwijać, że to jest jak życiowy potrzask. A mimo to tkwisz nadal.

TU PACZ! Chyba to rozumiem. Potrzebna jest wielka desperacja, by zerwać ciepłą nić łączącą z przelewem trafiającym na konto co miesiąc. Albo potrzebny jest brak zobowiązań, kredytów, rodziny, zahamowań.

Jeśli trwasz, lawina zjebki zawsze może cię dopaść w najmniej spodziewanym momencie. Trzeba to przeżyć. Dopóki po przejściu lawiny nie mówisz do siebie: zrobili ze mnie szmatę…, nie wykonuj nerwowych ruchów. Szykuj zemstę. Szykuj odejście. Własny program. Własny pomysł. Alternatywę. Zawsze jest alternatywa!

Napisano: ku pokrzepieniu serc pracowników pewnej korporacji.

Do góry