Czasami bardzo nudny weekend jest fajny

24-02-2013, 14:28
Kategoria: 

Czasami bardzo nudny weekend jest fajny

Nic nie robię. Palcem nie tknę. Będę przeżuwał życie, gapił się w przestrzeń Kosmosu i kontemplował. Takie przyjąłem założenie na ten weekend. Obowiązkowa nuda! I jak jest? Sprawdź. Relacja z jednego dnia życia twojego ulubionego blogera.

10:00 Lub coś koło tego. Pobudka, kawa, zaraz potem druga kawa. Sieć. W sieci magazyn FuckingYoung, z którego pochłaniam (nie tylko) projekt Timeless autorstwa Rocha Armando – z niego pochodzi tytułowa fotografia. Ciekawe spojrzenie na facetów, inne niż na blogu, który ktoś mi tu ostatnio polecał: Polaroidy na Chodnikach.

11:10 Sobota to dzień grzechu. Jedyny raz w tygodniu jem śniadanie, obiad i (czasami) kolację bez oglądania się na zasady Zdrowo Odchudzonych. Trudno, musicie wybaczyć tę zdradę, co pewien czas mężczyźni, którzy są z Marsa, muszą mieć sprężynkę i wyrywają się na sąsiednie planety – i nie jest to Wenus. U mnie to wygląda tak, że grzeszę jajecznicą, białym pieczywem (ale bez przesady, jedna bułka z ziarnami dyni), chińszczyzną na obiad oraz Michałkami – przez cały dzień.

Michałki to moja największa słabość, niestety. Wiedzieliście, że są już niebieskie: kokosowe? Nic wprawdzie nie pokona tradycyjnych i kawowych, ale niebieskie kuszą. Żeby pozorować dbałość o dietę, zapijam je sokiem z grapefruita. A następnie trzecią kawą. Czas na herbatę przyjdzie później.

Fot.Sniadanie

12:00 Obrabiam zdjęcia z piątku. Nie rozstaję się z aparatem. Łowię klimaty, nie mam odwagi łowić ludzi, bo sam nienawidzę być fotografowanym (masz tak może?), więc jak pomyślę, co czuje człowiek, któremu mam zrobić zdjęcie, to zaraz włącza mi się empatia i odpuszczam. Najpierw więc ten samotny rower (z powodu rowerów empatii nie mam):

Fot. Rower

I potem jeszcze jedno samochodowe zdjęcie, które ma sobie to coś, co lubię: klimat niedopowiedzenia. Żeby była jasność – tu nie ma żadnego Photoshopa, w ajfonie włączyłem aplikację panoram i przejechałem (nazbyt szybko) widok za oknem samochodu. Potem jedynie zapis w sepii – i tak wyszło. Lubię takie zdjęcia.

Fot. Auto

12:45 Jadę do kina. To już wiesz. Byłem na „Promised Land”. W sali kinowej – tylko ja sam:

Fot. Kino_1

Nie lubię reklam w kinie, 23 minuty!, choć uwielbiam trailery. W zasadzie mógłbym chodzić do kina wyłącznie po to, by oglądać zwiastuny filmowe – czasem są lepsze niż cały film (kłaniam się tutaj twórcom „Sępa”). No i podoba mi się ten kadr, wycięty z jednej z reklamówek. Kojarzysz, z której?

Fot. Kino_2

15:05 W drodze do Wooka. Udaje mi się złapać taki moment. Pierwsza nieśmiała faza (MAM, CHOLERA, NADZIEJĘ!!!) wiosny, czyli roztopy. Rower złapany wczoraj na ośnieżeniu pewnie się cieszy, bo ja się z tej odwilży cieszę bardzo, choć chlapa będzie z tego niemożebna. Ale kiedy jestem za szybą, lubię deszczyk.

Fot. Auto_2

16:30 Empik. Nie przepadam za salonami, bo wkurzają mnie hordy licealistów, które rozsiadły się przed – ich zdaniem – najmniej obleganymi półkami: nigdy przez to nie mogę dobrze luknąć na regał z książkami o fotografii. Kupuję w sieci, ale regał robi mi za źródło pierwszego wglądu – jeśli książka smakuje w dotyku, mogę ją zamawiać. Inaczej to nie ma sensu.

I nienawidzę ich, salonów Empiku, za to durne owijanie w folię niemal wszystkich wydawnictw albumowych!!! Rozumiem, że to są dzieła, że jakby tak każdy zajrzał i potarmosił itede, ale – jak mam zainwestować dwieście zeta w album z fotografiami, skoro nie mogę zajrzeć, co jest środku?! Tu więc od razu się przyznaję: te zerwane folie na albumach, to jestem ja, moje dzieło. Trudno. Porządny kupiec daje klientowi do posmakowania czereśnie, jeszcze porządniejszy – odlicza wagę pestek przy zakupie, a najporządniejsi kupcy zostawiają na regale jeden album do oglądania. Bo szanują klientów. A Empik swoich klientów nie szanuje, a ja nie zamierzam biegać po ich salonie w poszukiwaniu wolnego personelu (nie ma…).

Co nowego? Wreszcie trafiła do sklepów nowa płyta Celińskiej, z piosenkami o Warszawie. Ale trzeba mieć trochę silnej woli, by przyzwyczaić się do tych dźwięków i jej diabolicznego głosu.

Fot. Celinska

Jest nowa płyta Nohavicy! Jeśli jeszcze nie znasz, a nie wierzę, to zobacz najpierw starsze jego utwory, choćby takie, jak „Sarajewo”, „Pane prezidente” czy „Až to se mnu sekne” albo „Zítra ráno v pět”. Nową płytę dopiero wchłonę…

Fot. Nohavica

A jeśli naprawdę nie znasz Nohavicy (nie wierzę), to sprawdź go w polskim wykonaniu, czyli posłuchaj „Gdy definitywnie odwalę kitę”… I napisz mi, w którym momencie śmiejesz się od ucha do ucha!

Na półkach kilka nowych książek, warto sięgnąć po Jonasza Kofty „Jej Portret. Najpiękniejsze wiersze i piosenki” albo po Małgorzatę Szejnert i jej „My, właściciele Teksasu” lub opowieść o „Yoko i John”. Śmiać mi się natomiast chce, gdy widzę jak „niepokorni wobec mainstreamu” dziennikarze z niedawnej stajni Hajdarowicza, Lisicki i Ziemkiewicz, publikują swoje książki z kombatanckimi wspomnieniami o tym, jak bardzo myśleli, Rze Uważają, ale się zawiedli…

Fot. Empik

17:10 Czas herbaty! Tym razem ziołowa, malinowo-żurawinowa, z dodatkiem imbiru. Pychota!

Fot. Tea_1

18:00 Czas białego wina! Piszę recenzję filmu i delektuję się włoskim winem. Dzisiaj Pulcino, przywiezione z Toskanii. Czeka na opisanie w osobnym komentarzu, bo jest warte tego – warta opisania jest także sama fattoria, ulokowana na wzgórzu z nieziemskimi widokami, blisko Montepulciano. Najpierw jednak sesja fotograficzna butelki…

Fot. wino_1

19:20 Mogę przejrzeć czasopisma? Jedno nowe (Digital Camera Polska), jedno stare (Modna Bielizna) i jedno czekające od tygodnia (K Mag). To ostatnie naprawdę świetne edytorsko, 50. wydanie magazynu, a w nim dobry wywiad z Jerzym Stuhrem. I cała masa naprawdę znakomitych fotografii, sporo z przymrużeniem oka. Lubię.

Dwa pierwsze magazyny nudzą, zwłaszcza bieliźniarka… Choć swoją drogą, naprawdę nie spodziewałem się, że rynek bielizny damskiej (i męskiej też) jest aż tak rozbudowany i – to największe zdziwienie – że może na nim istnieć tak nieprzyzwoicie gruby, przepełniony treścią magazyn w papierowej wersji. Szok! 200 stron o majtkach, stanikach i rajstopach… A ja kiedyś porwę się na wpis poświęcony damskiej bieliźnie, ostrzegam…!

Fot. Press

20:00. Czas na program pn. „Młócka Reklamowa X Factor”. Dawno już nikt nie robił widzów w takiego ciula, jak robi TVN. Panie Miszczaku, wstydź się pan za takie kanciarstwo! Półtorej godziny programu, w tym efektywnego czasu na występy artystów – może 20 minut. Reszta to czas na reklamy. Można się udławić. To jest jak Mango24, wielka ściema i nic więcej. To jest parodia telewizji.

Robię fotki z ekranu. Najbardziej przypada mi do gustu ruch sceniczny Zariny Kopyriny z Jakucji, ale pod względem śpiewania – bliźniaczki Goławskie i małżeństwo Hyży.

Fot. XF

W wolnych chwilach, a jest ich przecież nadmiar, przeskakuję a to na „Mazurską Noc Kabaretową”, a to na „Toy Story 3”, a to na galę boksu, ale samej walki dziadków Gołoty i Salety nie będę oglądał, na HBO dwa odcinki serialu, potem Wallander i potem jeszcze Matka Sieć, czyli przeglądanie wszystkiego, co przyszło w ciągu dnia w kanałach RSS, w mailach i nowych wpisach u zaprzyjaźnionych blogerów. Dużo tego!

1:51 Koniec soboty. Jeszcze nie sen, ale to już koniec soboty. Kąpiel książka, rzut oka na dwór: pada, mży. Idzie wiosna, panie Jachu, wiosna idzie! Jak ja się cieszę!

Do góry