Bindella punktuje. Niezwykły Wiatrowy Sad.

21-02-2013, 09:00
Kategoria: 

Bindella punktuje. Niezwykły Wiatrowy Sad.

Śnieżyca zagnała mnie wczoraj do Fortecy w parku przy Zakroczymskiej, na kiermasz zdrowej żywności. A tam odkrycie miesiąca! Naprawdę już dawno tak wspaniale nie ucztowałem…

Sam kiermasz jeszcze nie ma w sobie magicznej mocy: za mała liczba uczestników (ale też zimno w Fortecy, jak w psiarni!), mikra promocja, brak oznakowania z zewnątrz… Choć może to i lepiej, bo trafiają tam klienci, którzy wybierają się do producentów po upatrzone z góry specjały, a nie przypadkowi gapie. W każdym razie – tłumów nie ma, kiermasz odbywa się w środy od godziny 10.00, można na nim znaleźć świetne wędliny, szynki i polędwice, mazurskie ryby, chleb z domowych piekarni, miód, pierogi, kwaszoną kapustę – niezwykła!!! – ogórki kiszone i wiele innych wiktuałów.

Fot. Soki_kolaz

Wszystko to przeczy teorii, że jako kraj rolniczy nie mamy się czym pochwalić… Mamy! I to produktami najwyższej jakości – tak pod względem zawartości, walorów, smaku, jak i opakowania na europejskim poziomie. Niestety, nie potrafimy ich wypromować… Przykładem niech będzie Wiatrowy Sad. Marka, która sprawiła mi wczoraj wielką radość i którą delektowałem się do późna w nocy: zamieniłem wino na sok z jabłek i buraków!

BAJKA!

Zanim scharakteryzuję ich produkty, jeszcze tylko jedna dygresja. Włochy, ale także Francja czy Niemcy, są doskonałym przykładem promowania małych, lokalnych marek, które urastają po latach do wymiarów wielkich firm, o europejskim zasięgu. Dzieje się tak, ponieważ w ich promocji zainteresowane są lokalne władze: dokładają się do organizacji imprez, oddają ogrzewane i klimatyzowane hale za półdarmo lub całkiem za darmo, umieszczają (jak w Italii) na swój koszt drogowskazy prowadzące do faktorii, stawiają billboardy sławiące lokalne specjały…

Robią tak wszędzie w Europie. Dlaczego nie możemy u nas?

Ja na przykład całkowicie bezinteresownie wypromuję tu i teraz markę Wiatrowy Sad – producenta wybitnej jakości soków. Firma wzięła swoją nazwę od nazwiska państwa Grażyny i Łukasza Wiatrów, którzy prowadzą własne gospodarstwo sadownicze położone w pobliżu Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich, w dolinie rzeki Mroga, w gminie Dmosin. Szukajcie Kałęczewa na mapie – to jest tam!

Mają własną tłocznię, sady i doskonały pomysł na ekologiczny biznes. Produkują soki (o nich za chwilę) i pakują je do kartoników Bag in Box, jota w jotę takich samych, w jakich sprzedaje się na południu Europy wino domowe. Tak trzeba, to jest ten kierunek! Elegancko, profesjonalnie, ekologicznie i efektownie.

Jestem zachwycony smakami. Duża liczba kombinacji – prawie zawsze podstawą jest tłoczony sok ze świeżych jabłek, a do tego: malina, gruszka, rabarbar (!), wiśnia, owoc czarnego bzu, porzeczka, aronia, mięta, melisa… Ale to nie wszystko. Żeby zrozumieć mój zachwyt, trzeba się nasycić świetnie wychłodzonym (w nieszczęsnej Fortecy) sokiem z jabłek i buraków, selerów, pomidorów czy marchwi. Mój przebój miesiąca to sok z jabłek i buraków, a także – z jabłek i selera oraz jabłek i gruszek.

Fot. soki_2

To są autentyczne delicje. Sok dzięki specjalnej konstrukcji kraniku, która nie dopuszcza powietrza do wnętrza opakowania, zachowuje trwałość przez dwa tygodnie od dnia otwarcia. Jabłko z burakiem, zmieszane w odpowiednich proporcjach, smakuje zjawiskowo, seler to orgazm w gębie, a latem wszystko może przebić sok jabłkowy z miętą. Ta mięta jest tutaj aż gęsta, jakby zżyła się na stałe z każdym jabłkiem…

Teraz będzie trochę na smutno…

Kto o nich wie? Kto widział w sklepach opakowania tego producenta? Kto rozgrzeszy handlowców z wielkich delikatesów, którzy szukają towaru po Europie (kłaniamy się panu Mazgajowi i Almie, ale też Piotrowi i Pawłowi) i nie widzą pod nosem tak doskonałych produktów…?

Wiesz, ile zapłaciłem za trzylitrowe opakowanie każdego z trzech rodzajów soku? 17 złotych. Pięć litrów to tylko 25 złotych. Tyle samo, ile smakujące drewnem soki i napoje z kartoników, produkowane taśmowo i faszerowane konserwantami, by wytrzymały do 2050 roku, słodzone cukrem lub aspartamem.

Tak, wiem, to jest tylko sok i nie warto się nim podniecać. Ale poprzez bogactwo kombinacji i jakość używanych składników, ten sok smakuje zupełnie jak wydarzenie artystyczne i całkiem inaczej niż „sklepowy”. Ma dojrzały smak, odpowiednią gęstość, aromat, kolor (buraczany zastępuje mi właśnie czerwone wino) i właściwą takim sokom mętność.

Opakowanie jest doskonale opisane, kranik prosty w użyciu, design nawiązuje do motywów sadowniczych, logo jest bezpretensjonalne, wszystkie informacje dokładnie podane. Nie mam żadnych uwag do opakowania.

Cena… Kupiłem, głupi, we wtorek małą (250 ml) buteleczkę naturalnego soku z jeżyn i jabłek. Za prawie pięć złotych, w sklepie ze zdrową żywnością. Musiałem nie mieć oczu – albo za późno trafiłem do Wiatrowego Sadu.

Gdzie kupić ich soki? Na warszawskim LeTargu, w Internecie – www.wiatrowysad.pl, na kiermaszach, w dobrych sklepach internetowych oferujących produkty ekologiczne. I chyba tylko tam. A powinni mieć własne punkty w dobrych galeriach handlowych, jak kilka rodzin z Apulii, które produkują soki z winogron, brzoskwiń i pomidorów. Ale tam dba o to lokalny samorząd… Eeech…

Podsumujmy: 

Punktacja-soki

Sok jabłkowy z burakiem (z miętą i z selerem także) marki Wiatrowy Sad zyskał 51 punktów – najwięcej z testowanych dotychczas. Myślę, że gdyby firma poprawiła dostępność produktu i zadbała o jego ekspozycję w delikatesach lub salonach z ekologicznymi produktami, miałaby maksimum punktów. Ale i tak jest świetnie.

Aha! Obiecałem mamie Wiatr, która na kiermaszu tak świetnie polecała soki, że pozdrowię syna. Nie wierzyła – a ja pozdrawiam. Poza tym kocham taką Polskę, w której wiekowi sprzedawcy szynek, serów, soków i kapusty, mówią do mnie: Niech pan zajrzy na nasz fanpejdż… proszę nas zalajkować… proszę wejść na moją stronę w necie… No jasne!!!

Do góry