Salon, za przeproszeniem, z piwem. Kogoś to gorszy?

24-01-2013, 09:10
Kategoria: 

Salon, za przeproszeniem, z piwem. Kogoś to gorszy?

Zawsze miałem nadzieję, że takie sklepy powstaną. Po salonach sprzedaży win, po wiecznie żywych „monopolowych” często-gęsto powstają prawdziwe sklepy z europejskimi piwami. Prawdziwe, to znaczy takie, w których kupisz niemal każdy gatunek i w których sprzedawca wie, co podaje, jak smakuje i skąd pochodzi. Ja już nie mówię, że – pogadasz ze sprzedawcą, bo to oczywiste. Musisz pogadać! Na tym polega czar zakupów.

Wielkopolski grodzisz trafiał przed wojną do niemieckich kolonii w Afryce, a także do Chin i USA, gdzie za butelkę mętnego piwa płacono 1 dolara. Żywiec sprzedawał swoje piwo na rynku amerykańskim, a po wojnie trafił do sprzedaży nawet na Wyspach Kanaryjskich. Nawet małe browary miały przed i po wojnie swoje eksportowe sukcesy.

Ale nikt jakoś nie potrafił zrobić handlowego użytku ze sprzedaży piwa pod własnym brandem. Nie udawało się to w czasach PRL, nie udawało się w wolnej Polsce. Coś, co można spotkać u Niemców czy Belgów – doskonale zaopatrzone sklepy piwne znanych marek – coś, co z winem włoscy, francuscy czy austriaccy winiarze doprowadzili do perfekcji, w Polsce praktycznie nie istniało.

Dlaczego tak wiele powstaje salonów z winem, a piwnych jest jak na lekarstwo? Nie ma klientów? Myślałem, że to  typowo polski kompleks: przaśne piwo jako napój gorszego rodzaju, swojska wódka jako niezbędnik, a szlachetne wino i koniak jako napoje salonowe, nie pozwalał na tworzenie piwnych konceptów. A szkoda, bo piwo to produkt wdzięczny do ekspozycji i dochodowy w handlu. 

Dobry sklep piwny („Świat Piwa”) spotkałem swego czasu w Białymstoku. Mieli prawie wszystko: od litewskich i estońskich po belgijskie, brytyjskie, włoskie i hiszpańskie, a skończywszy na czeskich, niemieckich i polskich. Jest Strefa Piwa przy Krowoderskiej w Krakowie (a pewnie nadal istnieje legendarny sklep przy Kobierzyńskiej – dawno już nie byłem, więc z ostrożności nie polecam). Świetne tradycje w sprzedaży piw ma Wrocław z „Chmielikiem” i „Drink Halą” na czele. Ciekawe sklepy można spotkać na Śląsku, są i w Poznaniu i Trójmieście.

W Warszawie swój salon piwny otworzyła niedawno kanadyjska sieć The Beer Store.

Fot. Piwo1

Niewielki sklep mieści się w Złotych Tarasach.  Nie podoba mi się w nim to, że wskutek pogoni za sprzedażą i klientem typowym dla shopping mall zagubiono gdzieś klimat: jest, cholera, jasno jak w gabinecie ginekologa. I chyba trochę odrobinę za ciepło, a to nie służy ani ekspozycji i przechowywaniu, ani konsumpcji piwa.

Ale podoba mi się, że taki sklep powstał. Nie będę jego stałym klientem, bom winiarz, lecz piwo z dobrych browarów lubię i często podziwiam. W The Beer Store znalazłem np. orkiszowe z czosnkiem… albo z pieprzem… o czekoladowych czy bananowych nie wspomnę. Ciągle jest zbyt mało piw z polskich lokalnych browarów, ale za to znakomicie reprezentowane są piwa z Czech, Belgii, Wielkiej Brytanii i Niemiec. Dobrze, że menedżer zarządzający salonem potrafi słuchać: aż się prosi, by pod warszawskimi strzechami pojawiły się małe, polskie, lokalne browary (kto zna Noteckie z Czarnkowa, ten wie, że gadam prawdę), których smak przyćmiewa gasnące sławy Żywca czy Okocimia. I słyszę, że się pojawią. Świetnie.

Fot. Piwo2.

TU PACZ TERAZ! Co ja z tego mam, że piszę o takich sklepach? Zapytała mnie dziś o to dziewczyna z korporacji. Nic. Kompletnie nic. Po prostu uważam, że ciekawe miejsca, nowe, rodzące się marki trzeba promować, dawać im szansę. I że nic to nie kosztuje, że nie ma w tym żadnej podpuchy, kryptoreklamy: chcę, to piszę. Nie chce mi się, nie widzę niczego atrakcyjnego i godnego polecenia – nie piszę. Takie marki często zasługują na wsparcie, na zauważenie, zwłaszcza na starcie. Bez nas zginą.

A dziś i tak – zamiast piwa – popijam południowoafrykańskie, tanie jak barszcz chardonnay OBiKWA. Białe, bo czerwone jest niemożebnie faszerowane czymś skandalicznie pustoszącym głowę. Po lekkim ochłodzeniu idealnie nadaje się do koziego sera Uniekaas z Holandii i twardego Lustenbergera ze Szwajcarii. Kto jadł i popijał winem, ten wie, że żadne piwo i żaden polski ser im nie podskoczy.

No, może ciut przesadziłem… ;-) 

Tagi: 
Do góry