Bezsenność. Moja Przyjaciółka Zmora.

09-01-2013, 12:23
Kategoria: 

Bezsenność. Moja Przyjaciółka Zmora.

Dobrze sypiasz? Bo ja nie. Nie wiem jaki jest sekret dobrego snu, chciałbym poznać sekret mojej bezsenności. Codziennie to samo. Padam martwy i budzę się po godzinie, dwóch.

Ćwiczyłem już wszystko. Piłem mleko, bo wyczytałem gdzieś, że to działa. Katowałem się książkami, myśląc, że jak oczy padną, to w ślad za nimi ja. Upijałem się, żeby paść nieprzytomnym. Brałem prochy. Kładłem się wcześnie. Kładłem się późno. Bardzo późno się kładłem też. I nic. I kurwa nic! Jak inni mogą przespać całą noc, od dwudziestej, powiedzmy, do ósmej rano? Niepojęte.

Myślałem, że to problem pracoholizmu. Korporacja wydusza soki, żąda od ciebie więcej i więcej, i jeszcze trochę. Zawsze jest spóźniona, zawsze nadgania, zawsze oczekuje czegoś nowego, lepszego. Dawałem jej to, spałem dwie godziny na dobę i myślałem, że jest OK, że to efekt ciężkiej pracy. Mało tego: lubiłem ten zapieprz!

Bywały takie dni, że wszyscy wychodzili z firmy prosto w ciemność, a ja kłamałem, że też zaraz wychodzę i siedziałem prawie do rana, bo mi się zdawało, że tak trzeba, że wszystkich jutro zaskoczę. I nawet nie tyle korpocha tego ode mnie wymagała, ile ja sam postawiłem sobie takie wymagania. Bo chciałem – co? Być pierwszym? Nie, chciałem chyba po prostu robić wszystko de best. I robiłem. Ale potem przecież zmieniałem pracę, agencje dawały mi więcej luzu. Nie pomagało. Później znów był powrót do korpochy, wszystkie szczury do niej ciągną mimo woli, ale tym razem na zdrowszych zasadach, potem ucieczka na swoje – i znowu nic!!!

TU PACZ TERAZ! Wiesz jak śpię? Obojętnie o której się położę, zawsze COŚ budzi mnie o 4:19. Możesz według mnie nastawiać swój zegarek! O tej porze zawsze podnoszę oko i potem mam sen w plecy aż do rana. Przewalam się z kąta w kąt, próbuję czytać, włączam radio, czasami telewizję, bo myślę, że mnie to zmęczy, dobije. Nie męczy i nie dobija.

Próbowałem się leczyć, u wybitnej, choć młodej specjalistki od zaburzeń snu (apropo, pięęękna laska!). Po pół roku terapii przyznała, że jeszcze nie miała do czynienia z takim egzemplarzem. Ćwiczyliśmy różne układy leków – powalały mnie tylko najsilniejsze, ale wtedy spałem dobę, kompletnie bez świadomości. To uzależniało, a ja chorobliwie nie chcę się uzależniać – już mam to poza sobą – więc tabletek nie biorę. Tych ziołowych z apteki też.

Ty coś bierzesz, musisz? Czasami czy zwykle?

Mnie nic nie pomaga. Mam tak ustawione noce, że staram się kłaść około drugiej, zasypiam totalnie i nagle, potem budzę się o 4:19 i do rana walczę z kołdrą. Mam zamknięte oczy, odpoczywam, ale nie śpię. Gdyby ten czas wykorzystać kreatywnie, byłbym Jobsem, choć może po jego śmierci nie jest to najlepsze porównanie.

Może dlatego piszę. Zabijam czas bezsenności. Dobijam się.

A wiesz, że w ciągu dnia nie mam wielkiej ochoty na spanie? Jestem świeży. Nic mnie nie pcha na kanapę, nic nie każe się położyć, nawet na wieczornych filmach nie zasypiam. Doczekuję swojej drugiej w nocy i trrrach – nie ma mnie. I znów jestem. Chore, wiem.

Znalazłem taką stronę – z niej jest ten tytułowy pies, ładniejszy ode mnie nocną porą. I tak jak wcześniej w innych serwisach, zacząłem ją czytać, czytać, a potem tylko się śmiałem. Ot, jakie to proste, pięć najlepszych sposobów na bezsenność:

Sposób pierwszy: ODPRĘŻ SIĘ. No toż się właśnie odprężam! Łażę po domu, nic nie robię od dwudziestej, laski żadnej nie zaprosiłem, kolegów przegoniłem, kompletna cisza. Nawet Niesiołowski nie gada, bo telewizor wyłączyłem po Faktach. I nic.

Sposób drugi: ZMĘCZ SIĘ. Męczyłem się wszystkim. Pracą, bieganiem, siłownią, rowerem, seksem (lubię się męczyć seksem), odkurzaczem nawet (ja pierdolę, ile to się czasem trzeba naodkurzać!). I też nic.

Sposób trzeci: MNIEJ BODŹCÓW. Nie mam bodźców. Żadnych. Telewizji mało. Internetu dużo, ale przed snem książka i nic więcej, żadnych horrorów. Podobno nasze oczy produkują w odpowiedzi na ciemność melatoninę – im ciemniej, tym więcej melatoniny i tym bardziej chce się spać. Więc ogłaszam, że opuściwszy żaluzje mam w chacie ciemno jak u Murzyna, a mój sen jak spał u sąsiadów, tak śpi – do mnie nie zagląda. Słyszę oddechy wszystkich śpiących w kamienicy. Melatoniny mam w oczach tyle, że mi wycieka – i nadal nie śpię.

Sposób czwarty: NIE DLA STYMULANTÓW. Odstawiłem – mleko, kawę, piwo, wino (czasem), kapustę z grzybami (bo mi zawsze brzuch rósł po niej), wódkę, whisky, sok z ogórków, jogurty, wszystko odstawiłem. Po dwudziestej niczego do ust nie biorę; czasami jakąś pierś, ale to wyjątkowy stymulant. I nic.

Sposób piąty: UREGULUJ SIĘ. Znaczy co? Regularnie do kibelka? Proszę bardzo, było regularnie i jest regularnie. Jem zdrowo, wstaję wcześnie, jeżdżę na rowerze, oglądam Fakty, piję ziołowe herbaty o tej samej porze, kładę się spać regularnie o tej samej godzinie. Wyrobiłem w sobie cykl absolutnej powtarzalności, wszystko co ważne robię regularnie – i? I dupa blada.

TU PACZ! Może trzeba, żebym kupił sobie nową piżamkę?

Grafika: http://zachlost.deviantart.com

Tagi: 
Do góry