7 celów podróżniczych w 2013 roku

03-01-2013, 08:00
Kategoria: 

7 celów podróżniczych w 2013 roku

Lubisz modne kierunki podróży? To nie ze mną. Ibiza, Kanary, Egipt – sorry człowieku, beze mnie. Ze mną można tylko pójść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko – jak pisał Stachura. Im mniej ludzi, tym lepiej. Im większe zacisze, zadupie – tym bardziej bosko. Gdzie chcę myknąć w tym roku?

Wybrałem siedem celów, może uda się zobaczyć wszystkie. I podzieliłem je według własnych preferencji, w skali Bindelli od 1 do 7. Siedem punktów Bindelli to OBOWIĄZEK, 1 punkt to ZACHCIANKA. I tak to wygląda, wraz z uzasadnieniem...

CEL NAJBLIŻSZY – AMSTERDAM – 7 PKT BINDELLI

http://memoryscreened.files.wordpress.com/2012/03/amsterdam-bullgod-coffeeshop-592mfk080410.jpg

Czy muszę tłumaczyć, dlaczego Amsterdam? Jestem tam każdego roku i każdego roku mówię sobie: wrócisz tu, musisz tu wrócić. Nie można się nasycić Amsterdamem! Jest dobry o każdej porze roku, zawsze działa podniecająco, zawsze ma na mnie cholernie ożywczy wpływ. A jak pomyślę, że swój Canal Ring zaczęli kopać czterysta lat temu, że znów spotkam się w słynnym Rijksmuseum z Fransem i Laylą, i że odlecimy w siną dal w Bulldogu… Aż chce się wyć do holenderskiego księżyca! Znasz to uczucie?

Podróż? Zwykle jeździłem pociągiem, ale nie wiem czy w tym roku „Kiepura” nadal będzie do Amsterdamu jeździł. Jeśli tak, to „Kiepurą”: lubię ten pociąg, jego klimat i poręczność. Wsiadam po 18 do sypialnego w Warszawie, o 10 rano jestem świetnie wyspany na Amsterdam Centraal, peron ósmy. Jeśli nie – zostaje samolot, ceny są całkiem przyzwoite, bez specjalnego wertowania oferty widzę, że można się zmieścić w trzech stówach w obie strony. Amsterdam jest obowiązkowy!

CEL NAJODLEGLEJSZY – RIO DE JANEIRO – 4 PKT BINDELLI

http://www.gogorio.com/wp-content/gallery/selaron-stairs/escadaria-selaron-rio-de-janeiro-lapa.jpg

Nie nastawiam się na ten kierunek zbyt mocno, choć kusi szalenie. Gwarantuje wielki tłok, ale ja umiem od niego uciekać. W przyszłym roku sens wyjazdu do Brazylii jest znikomy. Będą mistrzostwa świata w piłce nożnej, poleci tam połowa świata, każdy będzie chciał zobaczyć piersi na Copacabana, dotknąć Maracany i dziesięciokrotnie przepłacać za każdą butelkę coli.

Jeśli więc lecieć, to w tym roku: według Skyscaner bilety do Rio w marcu kosztują 1321 złotych – zaczną drożeć od lutego, a w sierpniu skoczą do 7 tysięcy.

Co mnie tam kręci? Wzgórza  wokół Rio wraz z Pão de Açúcar – tarasem widokowym, z którego przy dobrej pogodzie – a zwłaszcza… przy złej pogodzie – można strzelać niezwykłe fotki. To tereny idealne na sandały i plecak, z doskonałymi widokami. Plus Lapa ze swoimi nocnymi klubami i prawdziwym brazylijskim życiem. No i te schody… Zanim totalnie zaleją je turyści, warto rzucić okiem.

CEL NAJPROSTSZY – SŁOWACJA – 5 PKT BINDELLI

Słowacja.jpg

Mało znamy Słowację, prawda? A jest piękna, sielankowa, ale i dramatycznie monumentalna – ma przecież po swojej stronie Wysokie Tatry, ma lasy bezkresne. No i ma Koszyce, ma Orawę, zamki, wsie zabite dechami – miksturę wymyśloną przez naturę i człowieka. Słowacy obchodzili niedawno 20 rocznicę oddzielenia swojego państwa od Czechów, piwo leje się więc z tej okazji na maksa i jeszcze długo będzie płynęło szerokimi strumieniami – zamiast rzek.

Byłem na Słowacji dwa razy, krótko, kilkukrotnie przejeżdżałem w drodze do Austrii i Włoch, ale teraz chciałbym przyjrzeć się jej bliżej. I dłużej.

Lot nie ma sensu, pociąg chyba też, pozostaje więc samochód, będzie tam najbardziej przydatny. Chciałbym pokręcić się po orawskich wsiach, gdzie powstało powyższe zdjęcie, i zrobić zdjęcia tamtejszym malowanym chatom. Nie ma już takich w Polsce, nawet w Bieszczadach nie znajdziesz już takiego budownictwa – wypiera je beton, plastik, pensjonat „Krycha z Dynastii” oferujący życie pod psem i „europejską kuchnię”. Błłłłeeeee…!

CEL NAJTRUDNIEJSZY – KOREA POŁUDNIOWA – 1 PKT BINDELLI

Seul.jpg

Moi znajomi uprawiają desperacko zaangażowany trekking i dla nich jedynym, najdoskonalszym do tego celu miejscem na świecie jest Nepal. Różnimy się myśleniem o celu wędrówki: oni chcą zmierzyć się z górą X lub przełęczą Y, a ja chcę zrobić fotkę swojego życia. Ale to właśnie oni podpowiedzieli mi hasło: Korea. Na radarach światowej i polskiej turystyki Korea Południowa pojawia się coraz częściej, wszystko przez niesamowite dziedzictwo historyczne i kulturowe, ale także z powodu niezwykłości krajobrazów.

Czy muszę do Korei? Nie, ale szukam sposobu. Gdyby się dało pociągiem – najchętniej! Strasznie mnie rajcuje ten kierunek widziany z perspektywy Orient Expressu czy innej Polarnej Gwiazdy, sunącej przez Rosję, Mongolię i Chiny – i gdyby nie te głupie północne Koreańce, byłoby to pewnie całkiem realne. Ale widzę, że lata Qatar Airways i że np. styczniu można z Warszawy polecieć do Seulu w cenie 1327 zł w jedną stronę. Czyli w zasięgu ręki.

Ale czy warto? Nie wiem. Ich oficjalna, rządowa strona wygląda całkiem zachęcająco, zdjęcia również, choć to, które z niej wklejam (okolic Cheonwangbong)  jakoś mnie szczególnie nie zachwyca…. Macie zdanie w tej kwestii? Warto? Czekam na jakieś wasze rady i sugestie. 

CEL INTRYGUJĄCY – PETRA W JORDANII – 2 PKT BINDELLI

The+Nabatean+city+of+Petra+Jordania_7.jpg

W sumie, kiedy zaliczyłem już najciekawsze tunezyjskie ksary, widok wykutego w stromej skale czerwono-różowego miasta nie wydaje mi się szczególnie pociągający. Co zatem intryguje? Po pierwsze – to drugi cud świata. Po drugie – największy skarb Jordanii. Ale po trzecie… mówi się, że UNESCO i jordańskie władze będą chciały zamknąć Petrę i że może to nastąpić jeszcze w tym roku. Powód jest prozaiczny: erozja gruntu, upadek struktur budowlanych, a przede wszystkim wariactwo turystyczne, które przeciągnęło przez to miejsce miliony turystów, czyniących spustoszenie i rozwalających wszystko, co popadnie. Petra stała 2000 lat, zbudowana przez ludzi, a teraz z powodu głupoty człowieka trzeba będzie ją zamknąć. Podobno tylko na czas wieloletniego remontu.

Gdyby to więc była naprawdę  ostatnia okazja – to chciałbym z niej skorzystać. Nie jest drogo, z Warszawy do Ammanu można dolecieć LOTem już za 800 złotych (w styczniu), Lufthansa nie jest wiele droższa, no i ma liczne promocje… Ale czy naprawdę warto?

CEL KULTURALNY I WSPOMINKOWY – MARSYLIA – 7 PKT BINDELLI

Marsylia.jpg

To jest w tym roku Europejska Stolica Kultury, więc chyba wypada. Ja mam zresztą z Marsylią porachunki osobiste, zostałem z niej dosłownie wygnany przez wiatr. Takiej wichury jak na wzgórzach Massif de l’Etoile nie przeżyłem nigdy i nigdzie. Nie można było ustać, utrzymać w dłoni aparatu, iść ani mówić. Można było tylko wejść do kawiarni i upić się winem, co uczyniłem, bo każdy pretekst dla spragnione wina i kobiet piechura jest dobry.

Marsylia kusi i podnieca, genialnie ożywa w nocy, ale szczególnie uwydatnia swoją moc o poranku, kiedy wracają z nocnych połowów rybacy i gdy zaczynają wypływać w morze największe żaglowce. Choć ja, szczerze mówiąc, więcej czasu spędziłem robiąc fotki na porannym targowisku, to jednak sam stary port, setki żaglówek i łodzie robią wrażenie na każdym, nawet najbardziej  nieczułym facecie. A jeszcze razem z poranną kawą!? I z kobietą??!

Tanio czy drogo do Marsylii? Poleciłbym pociąg z… Wiednia, bo jest fenomenalnie czysty i świetnie urządzony, ale po co przepłacać? Chyba, że złapiecie jakieś promocje. Samolotem? Widziałem oferty LOTu za 580-760 złotych, ale lepsza jest cena Lufthansy: 402 złote, lot z Warszawy. Jeśli polujecie na okazje, można się na tym kierunku załapać za naprawdę śmieszne pieniądze, pod warunkiem dopasowania swoich terminów do terminu promocji. No i posiadania kart podróżniczych, które ułatwiają zakupy w tańszej cenie.    

CEL EGOISTYCZNY FOTOGRAFICZNY – TROMSØ – 7 PKT BINDELLI

http://pbsg.npolar.no/export/sites/pbsg/website-images/tromso.jpeg

Gdzie indziej fotograficy polują na tzw. złotą godzinę, kiedy niebo po wschodzie lub zachodzie słońca daje wszystkiemu złocistą poświatę i pozłaca każdy element krajobrazu lub architektury. Ja tymczasem wybieram  się, by zrobić kilka zdjęć w godzinie błękitnej. Blue hours to najpiękniejszy czas w nocy polarnej, gdy świt świeci granatem, fioletem i w końcu szarym błękitem, a wraz ze świtem – świat. Po godzinie 12, kiedy słońce zachodzi, blue hours znów przybierają magiczną postać.

Nie ma takich kolorów nigdzie więcej poza północną Skandynawią i Kanadą. Kanadę odkładam na następne lata, do Norwegii, po raz kolejny, chciałbym polecieć choćby dziś. Tromsø to największe miasto na norweskiej północy, leży na wyspie za kołem podbiegunowym. Gna mnie tam wielka chęć spotkania niezmierzonego spokoju. Życie budzi się późno, ludzie przemieszczają się powoli, rozmawiają rzadko, wszystko jest rzęsiście oświetlone, a wpływy golfstromu mogą skutkować albo dwumetrowym śniegiem, albo puszystym, przyjaznym mrozem.

Ile to kosztuje? Linie Norwegian wożą najtaniej , bo już za 633-733 złote i startują z Gdańska lub z Krakowa. Mają sporo ofert promocyjnych, choć ten akurat kierunek rzadko należy do najtańszych w Skandynawii.

TU PACZ! Tam chcę! Zmęczyć się norweską nocą i jej kolorami!!! Dotknąć plaży w Rio i powłóczyć się po słowackiej Orawie. Zobaczyć nowych ludzi i nowe miejsca. Jeśli narobiłem ci smaku, przykro mi. Ale zawsze możesz mnie poszczuć: dokąd ty się wybierasz?

Tagi: 
Do góry